poniedziałek, 5 lutego 2018

Reformacja jako siła napędowa filantropii i wolontariatu


Obie formy działalności na rzecz drugiego człowieka, zarówno filantropia jak i wolontariat, mają korzenie w czasach antycznych. Nad potrzebą czynienia dobra zastanawiali się m.in. Demostenes, Arystoteles, czy stoicy. Działalność osób bądź instytucji, polegająca na bezinteresownym udzielaniu pomocy finansowej lub materialnej potrzebującym była powiązana we wczesnym chrześcijaństwie z miłością do bliźniego i miłosierdziem Bożym. W średniowieczu odnotowuje się znaczny spadek tej formy działania a osoby zakładające szpitale, ochronki dla ubogich nierzadko kanonizowano (św. Jadwiga Śląska, królowa Jadwiga Andegaweńska), by przywołać nieliczne wzorce na przestrzeni tysiąca lat. Pojedyncze ośrodki ochrony zdrowia zakładały klasztory (męskie i żeńskie). Trudno jednak mówić o kompleksowej filantropii, czy wolontariacie w wiekach średnich.

            Idee antyczne na nowo przywróciła reformacja. Już w 1523 roku ustalono tzw. porządek skrzynkowy w Leisnig (Leisniger Kastenordnung), zgodnie z  którym parafianie zbierali datki do specjalnych skrzynek zamykanych na cztery spusty (zamki). Umowa ta regulowała sposób pomocy sierotom, szkołom, uboższym członkom parafii a także przyjezdnym, starszym i chorym do momentu, gdy mogli zacząć zarabiać na swoje utrzymanie. Zebrane w ten sposób fundusze rozdzielał każdej niedzieli specjalny organ zarządzający, w skład którego wchodziło dwóch szlachciców, dwóch radnych, trzech mieszczan i trzech chłopów (razem 10). Wybrany spośród  każdego z czterech stanów kandydat otrzymywał klucz do skrzyni z datkami. Rozdzielanie funduszy okazało się sprawą niełatwą z uwagi na ciągłe konflikty pomiędzy członkami organu zarządzającego. Dopiero po wizytacji Justusa Jonasa, przyjaciela Doktora Marcina Lutra, w 1529 roku opracowano efektywny system zarządzania środkami pieniężnymi, tak - by zgodnie z życzeniem samego Reformatora - „mógł on stać się przykładem dla innych parafii". Część z nich przeznaczono m.in. na zasiłki dla księży, utrzymanie budynków parafialnych, czy elewatorów (przechowanie zboża). Porządek skrzynkowy zabraniał żebrania. Stawiano wymagania tym, którzy sami potrafili utrzymać się, motywując ich do pracy i przydzielając pomoc finansową jedynie na określony czas.

            Jednym z pierwszych piewców wcielania w życie codzienne filantropii i wolontariatu z uwagi na chrześcijańską miłość był Johann Arndt (1555-1621). Rozumienie filantropii właśnie w tym kontekście rozwijały środowiska pietystów. I tak rozwijała się spontanicznie trwająca do dziś współpraca kościoła z mieszkańcami danego regionu na poziomie komunalnym. Trudno przy tym nie wspomnieć  Samuela von Pufendorfa (1632-94) oraz Christiana Thomasiusa (1655-1728) doszukujących się w ogólnej miłości" (communis amor) sensu natury ludzkiej. Działalność dobroczynna objęła swym obszarem zainteresowania przede wszystkim sieroty i osoby ubogie. Fundacja Francka, tzw. szorstki Dom Wicherna, czy pomoc diakonijna Fliednera to czołowe projekty bezinteresownej pomocy tym, którzy jej potrzebują. Nierzadko filantropia była powiązana z aktywnością na polu dydaktycznym, zwłaszcza w XVIII wieku. Johann Bernhard Basedow zwrócił uwagę, iż nie wystarczy jedynie oczekiwać od ludzi na przebudzenie ich sumień i chęć gotowości pomagania. W promowaniu i uświadamianiu znaczenia bezinteresownej ofiarności na rzecz drugiego człowieka widział niezwykle istotną rolę. Cele te realizował w założonym przez siebie w 1774 roku tzw. Filantropium (Dessau). Za jego przykładem poszli Joachim Heinrich Campe (1746-1818), Ernst Christian Trapp (1745-1818), czy pierwszy niemiecki profesor pedagogiki, Christian Gotthilf Sulzmann (1744-1811). Peter Villaume (1746-1825) akcentował wielokrotnie, że miłość do bliźniego najpełniej realizuje się w działalności dobroczynnej. Z tych idei wyrosły projekty pedagogiczno-dydaktyczne Johanna Heinricha Pestalozziego i Andreasa Bräma.    

Jednak nie tylko pomoc w nauczaniu stanowiła pole zainteresowań filantropów. W 1763 roku frankfurcki lekarz, Johann Christian Senckenberg, założył fundację, która miała za zadanie przeprowadzenie zbiórki pieniężnej wśród mieszkańców na rzecz budowy szpitala i instytutu medycznego. Warto przy tym dodać, że w kręgu kultury katolickiej rozwijała się tendencja pomocy ubogim. Jakub Fugger ufundował w Augsburgu pierwszą na świecie dzielnicę dla potrzebujących (1521). Do 1523 wybudowano domy, w których znaleźli schronienie rzemieślnicy wraz z rodzinami, którzy nie z własnej winy popadli w długi. Zasady przyjmowania nowych mieszkańców nie zmieniły się do dzisiaj. Mogą tu zamieszkać ludzie, którzy urodzili się w Augsburgu, są katolikami i znajdują się w trudnej sytuacji materialnej. Dzielnica jest zabudowana 52 domami mieszkalnymi w stylu niemieckiego renesansu i otoczona murami z bramami zamykanymi dla postronnych w godz. 22-6. Domy są dwupiętrowe. Na każdym piętrze mieszka jedna rodzina. Mieszkania mają osobne wejścia, składają się z trzech pokoi, kuchni i małego ogrodu lub poddasza. Całe mieszkanie ma około 60 m² powierzchni. Każdy przyjęty do Fuggerei ma zapewnione mieszkanie do końca życia, jednak bez prawa dziedziczenia. Aby nie ranić poczucia godności mieszkańców, każda z rodzin uiszcza co roku symboliczną opłatę w wysokości 1 guldena reńskiego, co obecnie zostało zastąpione ekwiwalentem w postaci 0,88 euro. Ponadto mieszkańcy zobowiązani są do odmówienia 3 modlitw dziennie za właściciela Fuggerei. M.in. w tym celu odprawiana jest codziennie msza w kościele św. Marka.
   W XIX wieku, na skutek znacznego rozwoju gospodarczego, filantropia i wolontariat miały swój rozkwit w Niemczech. W tym czasie powstawały liczne szpitale, domy dla sierot, ośrodki kultury. Córka hamburskiego senatora, Amalie Sieveking założyła w 1825 roku Związek Kobiet na Rzecz Opieki Biednych i Chorych. Współprowadzony przez czternaście kobiet, opierał swoje działanie na zasadzie samopomocy, np. wypożyczaniu wózków dziecięcych rodzinom, które nie mogły pozwolić sobie na kupno własnego. W Prusach królowa Luiza była wzorem dobroczynności. W 1814 Fryderyk Wilhelm III ustanowił Order Luizy przyznawany kobietom za opiekę nad chorymi i ułomnymi. Była ona jednocześnie symbolem matki. Ten rodzaj kultu osiągnął punkt kulminacyjny w tzw. „pruskiej madonnie" (niem. Preußische Madonna). Legenda Luizy jako „matki królów” wiązała się bardzo mocno z Hohenzollernami. Wiek później tego typu formom działalności przyświecały częściej ogólne idee humanitarne aniżeli „miłość chrześcijańska, która miała ponieść społeczeństwa."          

Wolontariat to dobrowolna, bezpłatna, świadoma praca na rzecz innych lub całego społeczeństwa, wykraczająca poza związki rodzinno-koleżeńsko-przyjacielskie. Określenie „bezpłatna" nie oznacza „bezinteresowna", lecz „bez wynagrodzenia materialnego". W rzeczywistości wolontariusz uzyskuje liczne korzyści niematerialne: satysfakcję, spełnienie swoich motywacji (poczucie sensu, uznanie ze strony innych, podwyższenie samooceny itd.), zyskuje nowych przyjaciół i znajomych, zdobywa wiedzę, doświadczenie i nowe umiejętności, a w związku z tym i lepszą pozycję na rynku pracy. Także i tę formę aktywności spopularyzowały środowiska pietystów w czasach nowożytnych. W języku niemieckim wolontariat określany jest mianem das Ehrenamt (niem. Ehre - honor, duma, szacunek), bowiem ta działalność stanowiła niejako zaszczyt, osoba ją wykonująca cieszyła się szacunkiem i poważaniem społecznym, jako że pracowała „na chwałę Bożą". Wolontariusze a raczej wolontariuszki były szczególnie aktywne na polu pracy socjalnej dla potrzebujących. To kobiety różnych warstw społecznych (pielęgniarki, diakonisy, katolickie siostry zakonne) wspomagały nieodpłatnie personel szpitalny.

Daisy von Pless (Foto: Polska The Times).
Wielką społeczniczką na terenach Śląska była księżna Maria Tesesa Oliwia Hochberg von Pless zwana Księżną Daisy (na foto). Początkowo urządzała koncerty charytatywne, na których sama chętnie śpiewała (co przyprawiało o zgorszenie niemieckich arystokratów). Podczas jednego z koncertów w Szczawnie-Zdroju zebrała 1367 marek. Rekord padł jednak w Berlinie w 1909 roku – 5200 marek. Księżna występowała także w charytatywnych przedstawieniach teatralnych i urządzała przyjęcia bożonarodzeniowe w Książu i Pszczynie dla kilku tysięcy ubogich. Z czasem rozwinęła swą działalność. Po śmierci teścia przejęła opiekę nad sierocińcem dla dzieci robotników, przychodnią dla pracujących matek i szkołą dla ubogich dziewcząt w Wałbrzychu. Za jej sprawą w dzisiejszej dzielnicy Podgórze powstał ośrodek ze szkołą dla 162 niepełnosprawnych dzieci, gdzie uczyły się one oprócz czytania, pisania i arytmetyki także prostych prac, takich jak wyplatanie koszyków czy zdobienie porcelany, dzięki czemu miały szansę zarabiania na utrzymanie. By zyskać fundusze na szkołę, księżna planowała nawet wydać płytę ze swoimi koncertami, jednak zaniechała tego pomysłu. Po wybuchu I wojny światowej Daisy jako pielęgniarka Czerwonego Krzyża pomagała rannym żołnierzom w szpitalu Tempelhof w Berlinie. We wrześniu 1914 roku odwiedziła obóz angielskich jeńców w Döberitz, co spowodowało wybuch wrogości przeciw niej w prasie, w tym samym czasie, kiedy w Anglii zaatakowano jej matkę za odwiedzanie obozów jeńców niemieckich. Po zwolnieniu z Tempelhof w związku z aferą w Döberitz, księżna pracowała w pociągach sanitarnych Y i D3 na frontach serbskim, francuskim i austriackim, a potem w szpitalu Brčko w Belgradzie. Słała apele do rządów o ludzkie traktowanie jeńców wojennych. Fakt ten, jak i jej angielskie pochodzenie sprawiły, że próbowano zakazać jej działalności charytatywnej. Szpitale wojskowe funkcjonowały także w jej posiadłościach – w luksusowym Grand Hotelu rodziny von Pless w Szczawnie-Zdroju (dziś Sanatorium Uzdrowiskowe nr 1) działał szpital dla oficerów, a za jej sprawą przyjęto tam także kilkudziesięciu szeregowców. W Wałbrzychu był drugi szpital, w Mokrzeszowie dom wypoczynkowy dla rodzin żołnierzy. W dowód uznania dla zasług w służbie Czerwonego Krzyża Daisy oferowano stanowisko dyrektora szpitala wojskowego w Konstancy, dokąd nigdy nie dotarła ze względu na zamieszki wywołane zakończeniem wojny jesienią 1918 r.

Również ostatnia pruska Cesarzowa, Augusta Viktoria, zasługuje przy tej okazji na wspomnienie. Liczne szkoły, kliniki oraz fundacje (jedna działa do dziś w Jerozolimie) powstałe z jej inicjatywy były z pewnością zachętą dla innych kobiet, by udzielać się w tym względzie. Dla Kościoła Zbawiciela w Katowicach-Szopienicach ufundowała ołtarz, a Kościołowi Pamiątkowemu im. Fryderyka III w Polanicy-Zdroju podarowała Biblię ołtarzową z własnoręcznym wpisem.

Warto przy tym dodać, iż spontaniczne przyjęcie wolontariatu jako postawy chrześcijanina w krajach protestanckich ma także negatywny skutek. Ludzie pracujący na „chwałę Bożą" nie byli zainteresowani jakimikolwiek dochodami finansowymi i wzrostem wynagrodzenia dla kwalifikowanego personelu ochrony zdrowia i opieki nad ludźmi starszymi. Ich dokonania przynosiły w pierwszym rzędzie niematerialny skutek. Zawodowi pracownicy branży socjalnej (w większości kobiety) nie byli postrzegani na równi z górnikami, czy hutnikami. Ich postulaty o podwyżki wywoływały niezrozumienie a często - zgorszenie i rozczarowanie. Między innymi dlatego płace w obszarze socjalnym są w krajach europejskich niestety niskie. Kobiety, utożsamiane właśnie z tymi zawodami - opieką i poświęceniem dla innych, zarabiają mniej w stosunku do mężczyzn na jednakowym stanowisku, niezależnie w której dziedzinie są aktywne zawodowo...

A filantropia i wolontariat dzisiaj? Ewangelicka Diakonia w Niemczech zatrudnia 453.000 pracowników, z którymi współpracuje 700.000 wolontariuszy. Co trzeci Niemiec udziela się dobroczynnie. W Polsce liczbę wolontariuszy szacuje się na ok. 4 miliony, stanowi ok. 11% społeczeństwa. W rankingu, uwzględniającym poza ofiarami pieniężnymi wolontariat oraz udzielanie pomocy nieznajomym, da się zauważyć korelację między zamożnością mieszkańców danego kraju a ich skłonnością do dobroczynności. W pierwszej dziesiątce najbardziej aktywnych na tym polu państw, osiem z nich ma korzenie protestanckie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz