piątek, 20 października 2017

"Skoro pieniądz w szkatule zadzwoni…”

Handel odpustami.
W 1516 roku papież Leon X ustanowił kolejne odpusty. Dochód pochodzący z ich sprzedaży przeznaczony był w jednej połowie na budowę kościoła Św. Piotra w Rzymie, w drugiej na spłatę długu zaciągniętego na zakup paliusza (oznaki godności arcybiskupiej). Albrecht, arcybiskup Moguncji, i papieski komisarz do spraw odpustów na terenie Niemiec w instrukcji dla pełnomocników streszczał naukę o odpustach: „Aby dostąpić łaski zupełnego odpuszczenia grzechów, każdy, kto się wyspowiadał lub przynajmniej ma zamiar zrobić to w swoim czasie, powinien w jednym z siedmiu kościołów katedralnych w Rzymie odmówić pięć «Ojcze nasz» i pięć «Zdrowaś Maryjo». Kto jednak z jakiejś przyczyny żąda, by odpuszczono mu podróż do Rzymu, to jest to możliwe, ale w zamian trzeba wnieść opłatę” — i tutaj padały odpowiednie sumy proporcjonalne do pochodzenia i stanu.

Handel odpustami, od dawna praktykowany, opierał się głównie na założeniu, że Chrystus i święci podczas swego życia na ziemi zrobili więcej dobrego, niż było im potrzeba do zbawienia. Nadmiar mógł zatem służyć innym do otrzymania życia wiecznego a papież miał władzę udzielania uczynków łaski ze skarbca świętych. Ponieważ odpust otrzymywało się za pieniądze, więc tak uzyskane odpuszczenie kar za grzechy nie miało nic wspólnego z uczuciem  prawdziwej pokuty i żalu.

Johann Tetzel w Pirnie.
Wśród sprzedawców odpustów wyróżniał się dominikanin Johann Tetzel, który w szczególnie jarmarczny sposób sprzedawał listy odpustowe.  Jeździł po Niemczech we wspaniałym powozie, obok tegoż postępowało trzech jezdnych na koniach, za nimi liczna szła służba, a wszystko to z ogromnym przepychem i rozrzutnością. Widząc ten orszak ktoś mógłby pomyśleć, że to jakiś książę kościoła a nie zwyczajny handlarz lub kwestarz, odbywa podróż po kraju w towarzystwie urzędników i służby. Gdy pochód zbliżał się do jakiegoś miasta, wysyłano posłańca do rady miejskiej, a ten przyszedłszy powiedział: "Łaska Pana Boga i Ojca Świętego jest u bram miasta". Duchowieństwo, księża, zakonnice, rada miasta, nauczyciele, uczniowie, cechy z chorągwiami, mężowie, niewiasty, starzy, młodzi, wszyscy razem wychodzili trzymając w ręku świece, idąc przy biciu wszystkich dzwonów z muzyką naprzeciwko handlarzom. Po uroczystym powitaniu udał się orszak do świątyni. Naprzód niesiono na aksamitnej poduszce lub też prześcieradle wyszywanym złotem bullę łaski papieskiej, za nią kroczył naczelnik handlarzy sprzedających odpusty, trzymając w ręku wielki, czerwony, drewniany krzyż, potem - procesja ze śpiewem, muzyką i kadzidłem. W kościele witano mnicha i jego towarzyszy graniem na organach i huczną muzyką. Krzyż ustawiano koło ołtarza, wywiesiwszy na nim godła papieskie. Gdy tylko postawiono w kościele krzyż i wywieszono na nim godła papieskie, to Tetzel wstępował na ambonę i w przekonywujący sposób zachwalał wysoką wartość swych odpustów w obliczu zgromadzonego ludu, który na widok uroczystej procesji zabrał się licznie w kościele. Pospólstwo z otwartymi prawie ustami pochłaniało słowa jego o cudownych przymiotach listów odpustowych, które Tetzel ze sobą przywoził. "Ten krzyż (a przy tym wskazał na zatknięty czerwony krzyż) jest tak skuteczny, jako krzyż Jezusa Chrystusa".
"Chodźcie tedy, ja dam wam list, zaopatrzony pieczęcią, na dowód tego, iż mocą jego nawet i te grzechy wam są odpuszczone, które dopiero w przyszłości popełnić zamierzacie".
"Ja bym przywileju mego ani za stanowisko świętego Piotra w niebie nie zamienił, bo ja moimi odpustami więcej wybawiłem dusz, aniżeli on kazaniami swymi". Dominikanin był kojarzony z dwuwierszem, którego autorstwo mu błędnie przypisywano: "Skoro pieniądz w szkatule zadzwoni, duszę z czyśćca do nieba wygoni.” Po takich zapewnieniach każdy wierny kupował w miarę możliwości finansowych materialną namiastkę zbawienia. Pobożny augustianin z Wittenbergi, Marcin Luder przyglądał się tym praktykom i dojrzewał wewnętrznie w swym proteście przeciwko tak powierzchownemu traktowaniu Łaski Bożej. Zwracając się do jedynego pewnego źródła - Biblii, nie znalazł w niej nic o odpustach! To nie kupiony u handlarza kawałek papieru, ale skruszone serce i wiara w bezpodstawne miłosierdzie Ojca są przyczynkiem usprawiedliwienia win grzechów. Negację jarmarcznej sprzedaży odpustów Luder wyraził chyba najdobitniej w słowach: „Gdyby ktoś uczynił Marię Dziewicę brzemienną, Tetzel mógłby mu to wybaczyć!” (A. Malessa, Hier stehe ich, es war ganz anders, 2015, 26).

Warto przy tym dodać, iż Tetzel nie zawsze odnosił sukcesy w sprzedaży odpustów… Pewnego razu, gdy przekonywał do ich kupna w kościele w Lipsku, świątynię opuścili z wielkim oburzeniem dwaj studenci. Jednym z nich miał to być młodzieniec zwany Camerariusem, późniejszy przyjaciel i biograf Melanchtona.

Matthias Gerung, Satyra na handel odpustami.
Pewien saski szlachcic, który w Lipsku słuchał kazań Tetzla, oburzył się nad tymi kłamstwami. Przystąpiwszy do mnicha zapytał się go, czy jest także w stanie odpuścić takie grzechy, które człowiek dopiero w przyszłości popełnić zamierza? "Tak jest" odrzekł Tetzel "i do tego jestem przez papieża upełnomocniony". "Jeżeli się tak rzecz ma, to chciałbym na pewnym nieprzyjacielu wykonać niewielką zemstę, nie narażając jednak życia jego na niebezpieczeństwo. Oto dam wam dziesięć talarów, jeżeli mi przygotujecie list odpustowy, którym bym się zupełnie zdołał usprawiedliwić". Tetzel podnosił trudności, na końcu zgodzili się na 30 talarów. Niedługo potem mnich opuścił Lipsk. W lesie położonym miedzy miastami Jüterbogk i Trebbin szlachcic czekał ze swą służbą  na Tetzla. Gdy tylko mnich zjawił się, uderzyła szlachecka drużyna, odbierając skrzynie pełną pieniędzy, którą z sobą wiózł. Tetzel podniósł krzyk o wyrządzenie mu gwałtu i podał sprawę do sądu. Wtedy szlachcic przedłożył swój list odpustowy, zwalniający go z góry od wszelkiej kary i podpisany własnoręcznie przez mnicha. Książę Jerzy bardzo się rozgniewał, lecz ujrzawszy list ten odpustowy, rozkazał oskarżonego wypuścić na wolność. 
 
Tym właśnie przygotował Tetzel i jemu podobni ruch reformacyjny: dzięki licznym nadużyciom sam torował potrzebę zwrócenia się ku źródłom wiary, wyrastającej w sprzeciwie i oburzeniu.

Pewien górnik w  Schneeberg (Saksonia) zapytał się jednego z kramarzy, czy też istotnie można wierzyć wszystkim tym opowiadaniom o mocy odpustów i o tak wielkiej potędze papieża, żeby za grosz wrzucony do skrzyni prawdziwie jedna dusza miała być wybawioną z czyśćca? Kramarz potwierdził. "To w takim razie" zauważył górnik "jest ten papież człowiekiem bardzo niemiłosiernym, kiedy dla marnego grosza pozwala duszy człowieczej przez tak długi czas jęczeć w płomieniach. Jeżeli pieniędzy nie ma, to niech każe zebrać naraz sumę 100.000 talarów, a potem niech uwolni wszystkie dusze razem. My biedni ludzie chętnie na to zbierzemy kapitał razem z procentem".

Nie przeciwko samym odpustom, ale takim właśnie nadużyciom, ogłosił Luder swoje tezy, wzywając do dyskusji nad nimi. Dzięki rozwijającej się sztuce drukarskiej, w dwa tygodnie były one znane w całych Niemczech a po miesiącu obiegły całą Europę, mimo iż sam Luter nie przyłożył do tego ręki. Tezy po roku dotarły nawet do Jerozolimy.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz