sobota, 16 września 2017

Wspomnienie Marcina Lutra i Reformacji

Obchody Święta Reformacji 31 października zaczęto organizować długo po śmierci Doktora Lutra. Jednak już od 1569 roku na Pomorzu odbywały się okolicznościowe wspomnienia wydarzeń z Wittenbergi, organizowane 11 listopada w dzień imienin Marcina. Początki wspominania Lutra i świętowanie dzieła Reformacji w dniu 31 października sięgają 1617 roku. Paradoksalnie idea ta wyszła pierwotnie nie od teologów luterańskich, a od ewangelików reformowanych (kalwinów). Najprawdopodobniej głównym animatorem obchodów był urodzony w Zielonej Górze ks. Abraham Scultetus (1566-1625), luteranin, który później związał się z reformowanym nurtem Reformacji. Scultetus był w Heidelbergu nadwornym kaznodzieją księcia Palatynatu Fryderyka V. Pomysł szybko podchwycili wittenberczycy, apelując do elektora saskiego Jana Jerzego II o ustanowieniu obchodów jubileuszowych na dnie od 30 października do 2 listopada 1617 roku. 200 lat po wydarzeniach w Wittenberdze (1717) niemieckiego Reformatora postrzegano jako tego, który zapoczątkował idee oświeceniowe. Coraz częściej mówiono o potrzebie przybliżenia nie tylko historii przybicia 95 tez do drzwi Kościoła Zamkowego, ale całej biografii tego wybitnego człowieka. Jednak w każdym okresie przedstawiano jego sylwetkę nieco inaczej…

Już w kazaniu pogrzebowym Jan Bugenhagen określił Lutra mianem „Anioła Apokalipsy”. Najstarszy portret Odnowiciela Kościoła znajduje się na portalu wejściowym zamku w Torgawie i pochodzi z 1535 roku. Tak uczczono pamięć po Nim w XVI wieku. Poraz pierwszy wspomnienie ks. Marcina Lutra obchodzono  dniu jego śmierci (18 lutego) w 1746 roku w Wittenberdze, Torgawie, Lipsku i Jenie. We wrześniu 1883 roku świętowano na polecenie Cesarza Wilhelma II przez dwa dni rocznicę 400-lecia urodzin Lutra. W tej epoce postrzegano go jako bohatera narodowego, zwłaszcza od czasu powstania Cesarstwa w 1871 roku. Przekonanie, iż protestantyzm umożliwił powstanie „państwa Niemców” (Staat der Deutschen), było powszechne. Abdykacja Cesarza w 1918 i proklamacja Republiki Weimarskiej nie mogła spotkać się z akceptacją pobożnych ewangelików, uznających Wilhelma II nie tylko jako głowę państwa, ale przede wszystkim jako najwyższego biskupa (summus episcopus). Stosunek władzy świeckiej do instytucji kościelnych uregulował przecież nie kto inny jak Doktor Luter. W latach 20-stych poprzedniego stulecia powstawały zatem liczne sekty. Wierni nie identyfikowali się z kościołem ewangelickim kierowanym przez teologów ani z demokracją bez Cesarza, co jedynie dopełniało czarę goryczy i rozczarowań nowym ustrojem. W 1933 roku przedstawiano Lutra jako Przywódcę Niemców, po którym przyszedł Nowy w osobie Adolfa Hitlera. W lutym 1946 roku kraj był zrujnowany długoletnią wojną. O wittenberskim Reformatorze mówiono jako o pocieszycielu narodu. Rocznicę 400-lecia jego śmierci uczczono lokalnie. 500-lecie urodzin Marcina Lutra (1983) było wyzwaniem i powodem konkurencji w świetności obchodów między dwoma państwami niemieckimi: Niemiecką Republiką Demokratyczną a Republiką Federalną Niemiec. Erich Honecker, działacz komunistyczny i przywódca NRD powiedział: „Marcin Luter, jeden z największych synów narodu niemieckiego… Nasze państwo robotników i chłopów urzeczywistnia ideały najlepszego syna narodu niemieckiego w zakresie jego polityki na rzecz dobra człowieka.” Politycznego wręcz znaczenia nabrała kwestia pochodzenia społecznego Reformatora: chłopsko-robotnicze czy mieszczańskie. Z absurdalną rywalizacją klas nie mógł wygrać nawet Ten, który sprzeciwił się całej ówczesnej Europie na sejmie Rzeszy w Wormacji w 1521.

A jak dziś przedstawia się Lutra? Jako burzącego dawny porządek teologa sprzeciwu? Heretyka? Wyzwoliciela? Męskiego szowinistę a może antysemitę? Każda epoka widziała go takim, jakim chciała go widzieć… Marcin Luter to postać symboliczna, podobnie jak data Jubileuszu Reformacji. 31.10.1517 był on przecież gorliwym katolikiem i nie myślał o zerwaniu z Kościołem, lecz o jego naprawie. 500-lecie Reformacji przypadające w 2017 roku jest okazją do międzynarodowej fety przypominającej dokonania tego ruchu, jak bardzo wpłynął on na nasz kontynent a także kościół katolicki. To szansa poznania własnej historii zarówno dla osób wierzących jak i ateistów, bez względu na przekonania polityczne, czy parytet portfela.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz