sobota, 18 lutego 2017

Umrzeć w Chrystusie



Dwa dni po ostatnim wygłoszonym kazaniu, w środę 17 lutego 1546, Marcin Luter nagle osłabł. W godzinach przedpołudniowych prawdopodobnie poczuł, że śmierć jest blisko i dlatego zapytał przyjaciela Justusa Jonasa: „Urodziłem się i zostałem ochrzczony w Eisleben, czy tu miałbym pozostać?" W ciągu dnia bóle w klatce piersiowej i trudności z oddychaniem nasilały się. Wieczorem, Luter poczuł głód i zdecydował się na spożycie kolacji. Podczas posiłku rozmawiano o tym, czy po śmierci rozpoznamy się (WA 54, 489, 4-15). Ks. Marcin odparł, iż jeśli Adam rozpoznał w Ewie część siebie za sprawą Ducha Świętego, to i przy Jego pomocy odnajdziemy naszego ojca, matkę i siebie nawzajem w zaświatach (WA 54, 489, 7-15). Około godziny 20.00 poszedł do łóżka z synami Marcinem i Pawłem. Za nimi udał się Michał Coelius, by przygotować reformatora do wieczornej modlitwy. Już wtedy Odnowiciel Kościoła skarżył się na kłucie  w sercu. Służący Johann Aurifaber i M. Coelius położyli mu na piersi zamoczone w gorącej wodzie ręczniki, dzięki czemu Doktor Luter poczuł ulgę (WA 54, 489, 28-30). W między czasie zjawił się hrabia Albrecht von Mansfeld. Szlachcic zapytał: „Jak się czujecie, Szanowny Panie Doktorze?" „Nie potrzeba mi żadnej pomocy, Łaskawy Panie, zaczyna mi się poprawiać ", odpowiedział ks. Marcin. Hrabia Albrecht dał mu do wypicia jeden róg wina, po czym rozkazał Jonasowi, Coeliusowi, von Wolfframsdorffowi, Aurifaberowi i Johanowi czuwać przy obolałym profesorze z Wittenbergi (WA 54, 489, 31-38). Przez pół godziny nie dawał on oznak bólu, więc część służby wyszła z izby. Zostali przy nim Justus Jonas, Michał Coelius, służący Ambroży Rudtfeldt i dwaj synowie Marcin i Paweł (najstarszy Jan był w tym czasie u wujka Jakuba w sąsiednim Mansfeld). Luter pomodlił się i zasnął.


 Półtorej godziny później, ok. 22.00,  obudziły go nasilające się bóle w klatce piersiowej i ataki bezdechu. Doktor Luter powtarzał, iż jest mu bardzo zimno. Chwilę potem napalono drewnem w pokoju, w którym leżał. Wokół łóżka zebrali się domownicy: obaj młodsi synowie Marcin i Paweł, Justus Jonas, sekretarz reformatora Jan Aurifaber, Ambroży Rudtfeldt, kaznodzieja Michał Coelius, sekretarz miejski Johann Albrecht z żoną oraz pozostała służba. Widząc ich wszystkich zebranych, Luter miał zapytać: „Nie powinniście iść do łóżek?" Na to Jonas i Coelius odparli: „Nie, Panie Doktorze. Teraz powinniśmy czuwać i poczekać na Was (WA 54, 490, 9)."  Ks. Marcin poprosił zebranych, by pomodlili się za Kościół w obliczu zagrożenia ze strony ustaleń soboru w Trydencie. Gdy reformator poraz kolejny przestraszył się ogromnych bólów w klatce piersiowej i narzekał, że marznie, zawołano dwóch lekarzy miejskich (M. Simona i D. Ludwiga), ponownie położono mu na pierś gorące ręczniki  i rozpalono wszystkie świece w izbie. Chwilę potem przyszedł hrabia Albrecht z małżonką. Hrabina von Mansfeld podała leżącemu tzw. wodę życia (Aquavit), by uśmierzyć jego bólom. Napój ten zawierał czysty (96%) alkohol z domieszką ziół takich jak cynamon, kolendra, goździk czy koper włoski. Marcin Luter, tym razem nie pytając, powtórzył: „Och, Panie Boże, jak mnie boli! Ach, Drogi Doktorze Jonasu, myślę, że zostanę tu w Eisleben, gdzie urodziłem się i zostałem ochrzczony." Teologowie Justus Jonas i Michał Coelius dbali o chrześcijański wymiar ostatnich chwil ks. Marcina (WA 54, 491, 16-36). Namaszczenie umierającego, modlitwa różańcowa czy inne ceremonie katolickie nie miały miejsca. Tym większe znaczenie nabierała pobożna modlitwa w skupieniu...Na słowa Lutra Jonas i Rudtfeldt zareagowali następująco: „Wielebny ojcze, Bóg, nas Niebieski Ojciec pomoże Tobie przez Chrystusa, którego całym swym życiem głosiliście (WA 54, 490, 31, 33)." Gdy chory skończył osobistą modlitwę do Syna Bożego, lekarze podali mu łyżkę tzw. Wody życia. Reformator powiedział: „Idę tam, odstąpię od mojego ducha (WA 54, 492, 1)" a następnie rzekł trzykrotnie: „W Twoje ręce oddaję ducha mego. Zbaw mnie, Panie, Boże Prawdy (In manus tuas commendo spiritum meum. Redemisti me, Domine DEUS veritatis, WA 54, 491, 36-37)" i zasnął na ok. kwadrans. Gdy obudził się, Jonas i Coelius zapytali: „Najdroższy ojcze, czy wyznajecie Chrystusa jako Syna Bożego i naszego Zbawiciela?" Marcin Luter miał wtedy, zgodnie z przekazem wszystkich uczestników, jasno odpowiedzieć: „Tak", poczym obrócił się na prawo i zasnął na kolejne 15 minut (WA 54, 492, 9-12). W trakcie jego snu w izbie pojawił się hrabia Jan Henryk von Schwarzburg z żoną. Szlachcic spostrzegł stale bledniejącą twarz leżącego na łożu śmierci. Wittenberski reformator miał wtedy zimne stopy i nos, oddychał płytko, nie mógł już poruszać kończynami. Świadkowie widzieli, jak odchodzi w pokoju, bez nienaturalnych ruchów ciała sygnalizujących niepokój czy grymasu bólu na twarzy. W między czasie zjawił się wezwany uprzednio w izbie miejscowy aptekarz, Johann Landau (WA 54, 485), który miał podać umierającemu środek wypróżniający. Mimo stanu terminalnego, zdecydowano się na podanie lewatywy. Gdy obrócono reformatora celem wprowadzenia płynu do odbytu, on już nie żył.


Ks. Marcin Luter zmarł w czwartek, 18 lutego 1546, między godziną drugą a trzecią w nocy. Doktor Justus Jonas nie wyczuł pulsu  a jedynie stwierdził „trupi pot" o godzinie trzeciej (WA 54, 480, 2). Przyczyną zgonu, według Melanchtona i lekarzy, była „cardiogmum", czyli dusznica bolesna (angina pectoris) prowadząca do zawału mięśnia sercowego. W obozie katolików utrzymywano, iż zmarł heretyk a powodem śmierci było nadmierne spożywanie alkoholu. Ambroży Rudtfeldt ubrał ciało Lutra w białą koszulę, przykrył białym prześcieradłem i pozostawił je w łożu. Wszyscy zebrani opuścili izbę na trzy kwadranse. Po tym czasie do pokoju weszli książęta (m.in. Wolfgang von Anhalt), hrabiowie i inni dobrze urodzeni mieszkańcy Eisleben. Z ciałem reformatora można było pożegnać się przez pięć godzin, tj. od czwartej do dziewiątej nad ranem (WA 54, 493, 3-16), poczym przebrano je w „biały szwabski fartuch" („...ein weissen Schwebisch kittel...") i złożono w cynowej trumnie (WA 54, 493, 14-16).


Obszerny opis ostatnich chwil Doktora Lutra podali zarówno Jonas jak i Schubart. Na ich podstawie (WA 54, 478-496) sporządziłem relację powyżej. Już o czwartej nad ranem Jonas wysłał list do elektora saskiego z tragiczną wiadomością. 



Śmierć wittenberskiego reformatora stała się inspiracją do rozważań dla wielu pokoleń protestantów nad „umieraniem w Chrystusie." Przez lata podkreślano, że Luter nie potrzebował w ostatnich godzinach życia ani wiatyku (ostatni sakrament), ani ostatniego namaszczenia, ani wzywania Wszystkich Świętych, modlitwy różańcowej, poświęconych przedmiotów itd. W ostatniej godzinie życia cała ta kościelna obudowa traci na znaczeniu, człowiek szykuje się bowiem wewnętrznie na rozstanie z materialnością i na odkrycie prawdziwego Ja przed Bogiem. Marcin Luter wyznał, iż jest chrześcijaninem i to w Jezusie Chrystusie a nie obrzędach znajduje nadzieję na Odkupienie z win (H. Schilling, Martin Luther - Rebell in einer Zeit des Umbruchs, 2015, 587-592). Jego osobiste patrzenie na Syna Bożego umożliwiło rozstanie z tym światem w pokoju.

W protestanckim kręgu kulturowym krążyła przez wieki legenda jakoby ostatnie słowa Marcina Lutra brzmiały: „Jesteśmy żebrakami, to jest prawdą" (WA 48, 241; WA TR 5, 5468, 35). Prawdą jest, że w izbie, w której reformator leżał na łożu śmierci, Justus Jonas znalazł kartkę z tym napisem: „Wir seyn pettler, hoc est verum." Te ostatnie napisane przez niego po niemiecku słowa („Wir seyn pettler..." - Jesteśmy żebrakami...) chwytały za serce pokolenia pobożnych ewangelików. Nawoływano do ubóstwa duchowego (szczególnie wśród pietystów), wyrzeczenia się świata materialnego...Tymczasem nie wiadomo dokładnie, kiedy Marcin Luter napisał je na kartce. Żaden z trzynastu świadków nie potwierdził, że Odnowiciel Kościoła Chrześcijańskiego miałby je wypowiedzieć w nocy z 17 na 18 lutego 1546 roku. 

Po śmierci Doktora Lutra zwolennicy reformacji zaczęli ubóstwiać jego postać. Jeszcze w 1546 roku pojawili się pierwsi pielgrzymi do łoża, na którym zmarł. Zabobonne przekonanie o ratującej od bólu i cierpień mocy drewnianych resztek, które nielegalnie odłamywano, stawało się coraz większe! W 1707 roku pastorzy z Eisleben postanowili ostatecznie spalić to, co pozostało po 160 latach z łoża śmierci Marcina Lutra, by uniknąć dalszego szerzenia się kultu relikwii - tym razem - ewangelickich (A. Malessa, Hier stehe ich, es war ganz anders, 2015, 160-165).
 



2 komentarze:


  1. Bardzo interesujący opis opis okoliczności śmierci I ostatnich chwil Lutra znajdujemy w artykule:
    How Dr. Martin Luther Died By THEO. HOYER.
    http://www.ctsfw.net/media/pdfs/HoyerHowDrMartinLutherDied.pdf
    Oto fragment:
    „Przez cały ten czas modlił się recytował fragment z Psalmów I innych tekstów. Trzy razy pod rząd powtórzył swój ulubiony tekst z Jana 3:16. Stopniowo się wyciszał i jego koniec był tak spokojny że ci, którzy stali obok zastanawiali się, czy już zmarł, czy tylko zemdlał. …
    Jeśli idzie o słowa: : „Jesteśmy żebrakami, to jest prawdą", to nie degradujmy ich do legendy, ale raczej prostujmy fakty. A fakt jest taki, że były to ostatnie słowa, które Luter napisał. W ustnych przekazach ludzie mogli zniekształcić fakty, że niby słowa te były ostatnimi słowami, jakie Luter powiedział. Fakt jest taki, że były to ostatnie słowa, jakie Luter napisał.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziekuje za komentarz :). Jesli chodzi o "Jestesmy zebrakami...", to faktycznie sa to napisane przez Reformatora slowa. Nie wiemy jednak, kiedy dokladnie je napisal i czy byly jego ostatnimi napisanymi slowami. Nie potwierdzono tez przez swiadkow jego zgonu, ze Marcin Luter wypowiedzial je, lezac na lozu smierci. Czyniac z nich rzekomo ostatnie slowa Reformatora, legenaryzujemy wlasnie te historie. Marcin Luter wielokrotnie rozmyslal o sensie zycia i kwestiach natury ludzkiej i historycznie nie jestesmy w stanie udowodnic okresu powstania wpisu. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń