poniedziałek, 28 listopada 2016

piątek, 25 listopada 2016

Befka

Słowo dość rzadko spotykane w Polsce, często mylone z koloratką. Befka to krawat (łacińskie „biffa” – krawat) będący częścią szat liturgicznych, używanych przez duchownych wielu kościołów chrześcijańskich, współcześnie głównie ewangelickich (luterańskich), ewangelicko-reformowanych (kalwińskich), anglikańskich i metodystycznych. Dawniej noszona także przez duchowieństwo katolickie. Nie należy jej mylić z koloratką, która jest elementem ubioru nieliturgicznego duchownych i często zakładana pod strojem liturgicznym, a więc i pod befką. W okresie od XVII do XIX wieku befka stosowana była jednak także jako element pozaliturgicznego stroju duchownych protestanckich.

Befka ma kształt dwóch połączonych lub rozdzielonych pasów długości ok. 20 cm, najczęściej koloru białego. W Kościołach reformowanych tradycyjnie oznaczała tablice z dziesięcioma przykazaniami przed rozbiciem ich przez Mojżesza zaś u luteran symbolizuje tablice Mojżeszowe po rozbiciu. W Kościołach unijnych befka zachowuje kształt kompromisowy i jest do połowy złączona, a od połowy rozdzielona.

Niektórzy pastorzy w Kościołach praktykujących chrzest przez całkowite zanurzenie nakładają białą befkę na czarną togę, w której wchodzą do baptysterium, by w takim stroju udzielać tego obrzędu.

W Kościele Adwentystów Dnia Siódmego w Polsce pastorzy zakładają białą niepodzieloną befkę na czarną protestancką togę podczas sprawowania nabożeństw żałobnych.

wtorek, 22 listopada 2016

W co był ubrany Doktor Luter?

Nakładana przez nas odzież to niejako „druga skóra”. Ubranie pełni wiele funkcji. Po pierwsze, jest wyznacznikiem statusu materialnego, może też określać rolę społeczną: uniform żołnierza, policjanta, czy też sutanna księdza. Elementy stroju wskazują niekiedy, do jakich grup należymy (poszczególne subkultury). Ubranie towarzyszy nam od niepamiętnych czasów. Istnieją teorie, według których przed ok. 170 tysiącami lat człowiek zaczął używać okrycia wierzchniego swojego ciała.

Na przestrzeni lat Doktor Luter przynależał do rozmaitych grup społecznych toteż jego strój wielokrotnie ulegał zmianom. Jako student w Erfurcie nosił ubranie bursy z wamsem (rodzaj usztywnionego i podwatowanego, przeważnie atłasowego kaftana, zdobionego nacinaniem, haftem lub pasmanterią; wams był obcisły i na przodzie wydłużony w szpic), długie spodnie, spódnicę i togę. Jako okrycie głowy służyła „Martinusowi z Mansfeldt” początkowo czapka studencka a później beret magistra. Po wstąpieniu do klasztoru augustianów młody mnich nosił strój nowicjata a po roku – ubranie duchownego: białą, wełnianą bieliznę, koszulę, tunikę, czarny habit z nakładanym kapturem, przepasany długim skórzanym czarnym pasem a także szkaplerz (wierzchnia część habitu w postaci szerokiego płata materiału z otworem na głowę, takiego samego z jakiego uszyta jest tunika i zazwyczaj w tym samym co ona kolorze, okrywająca barki i sięgająca na plecy i na piersi) oraz czapkę. Warto dodać, że jako mnich Marcin miał tonsurę na głowie, czyli wygolony krążek obejmujący ciemię jako znak przynależności do duchowieństwa (włosy okalające wygolone miejsce symbolizowały koronę cierniową). Podczas swej promocji doktorskiej w 1512 roku Luder założył beret i pierścień składający się z trzech mniejszych (symbol Trójcy Świętej).

Ubranie świeckie musiał ponownie założyć po uprowadzeniu w okolicach grodu Altenstein i osadzeniu w zamku Wartburg. Przebywał tam bowiem in cognito jako rycerz Jörg, przywdział więc strój junkra: spodnie, wams, czerwone nakrycie głowy, u boku miecz. Habit augustiański nałożył znów już jako Doktor Marcin Luter po powrocie do Wittenbergi. 


Kolejna zmiana stroju nastąpiła wraz ze przemianami wewnętrznymi, gdy Reformator przestał utożsamiać siebie z katolickim zakonnikiem. 9 października 1524 roku podczas kazania przedpołudniowego nosił jeszcze czarny habit a po południu – sięgającą do pięt w kształcie dzwonu czarną sukmanę, długi pofałdowany płaszcz, szerokie buty a na głowie – beret doktorski. To już nie był strój kaznodziei, ale uczonych i żyjących w dostatku obywateli miasta. Na obrazach Łukasza Cranacha Starszego Luter nosi wams pod suknią, białą koszulę i kryzę (okrągły, fałdowany kołnierz z cienkiej koronki lub cienkiej, usztywnionej tkaniny). Ubranie to było prawdopodobnie przeznaczone do nabożeństw z Sakramentem Ołtarza.

Strój Doktora Marcina jako młodego reformatora to mieszanka stylów: uczonego, duchownego i mieszczanina. W ubiorze wyraźnie zaznacza się brak tuniki oraz cappa manicata (czapka przypominająca kapelusz). Czarna suknia (sukmana) odpowiadała kolorowi habitowi augustiańskiemu. Pierwszy polski ambasador Jan Dantyszek opisywał (1523), że strój codzienny Lutra nie różnił się od odzieży noszonej na dworze książęcym. Tylko w klasztorze i do mszy nakładał habit. Z wiekiem Luter preferował ubrania o barwie czerwonej. Łukasz Cranach Starszy portretował reformatora po 1524 roku zawsze w czerwonym wamsie pod czarną sukmaną. Rada miasta Wittenbergi podarowała Doktorowi Marcinowi w 1526 roku męską spódnicę z purpury. Zgodnie z powyższym, nasze wyobrażenie o ciągle ubranym w czerń Lutrze, podyktowane obrazami Cranacha, powinno zatem ulec zmianie a przynajmniej częściowej korekcie! (V. Leppin, G. Schneider-Ludorff (Hrsg.), Das Luther-Lexikon, 2017, 358-360).

A szata liturgiczna w zreformowanym Kościele? O to Marcin Luter dbał najmniej. Jego zdaniem szata jest jedynie częścią wierzchnią, priorytetem reformatora była odnowa duchowa chrześcijaństwa w oparciu o Biblię. Nic zatem dziwnego, że w kościele ewangelickim istnieje wiele form stroju liturgicznego. Najpopularniejsze z nich to: czarna toga z białą befką (używana w większości parafii), czarna toga z zakładaną na nią białą albą (komżą) zakończoną koronką (używana przede wszystkim na Śląsku Cieszyńskim) lub też biała, sięgająca do kostek alba (tunika) z kolorową stułą.

piątek, 18 listopada 2016

Luter a przeciwności losu

Jak pisałem, Marcin Luter to człowiek z krwi i kości. Na przestrzeni lat stawiał on czoła wszelakim przeciwnościom losu, pozostając wiernym Słowu Bożemu. Jako członek Kościoła domagający się reform, wypowiedział przed cesarzem Karolem V, legatem papieskim i książętami niemieckimi na sejmie w Wormacji (1521): „Dopóki nie zostanę przekonany przy pomocy Pisma Świętego i zdrowy rozsądek, bo papieżom i soborom nie wierzę, to pewne, że często mylili się i przeczyli samym sobie, jestem pokonany przez przytaczane przeze mnie pisma a moje sumienie pozostaje w niewoli Słowa Bożego, nie mogę i nie chcę niczego odwołać, ponieważ czynienie czegokolwiek wbrew sumieniu jest rzeczą niebezpieczną i niesłuszną. Przy tym stoję, nie mogę inaczej. Boże, dopomóż mi. Amen.” (WA 7, 838, 4-9) Był to niesamowity akt odwagi i nonkonformizmu z Jego strony – sprzeciwić się Cesarzowi i papieżowi, który wówczas miał realną władzę polityczną i duchową, oznaczało najczęściej utratę życia. Trudno nawet wyobrazić sobie, co mógł czuć, wyrażając jawne nieposłuszeństwo: strach, gniew, porażkę niezrozumienia? Tylko dzięki wsparciu i ochronie księcia saskiego, Fryderyka Mądrego, udało się Lutrowi ujść z życiem, został bowiem uprowadzony w drodze powrotnej z sejmu do Wittenbergi na zamek Wartburg. Podczas wielkiego chaosu i spustoszenia wojny chłopskiej Ojciec Reformacji nie szukał kompromisu z Tomaszem Müntzerem, nawołującym do odnowy kościelnej siłami zbrojnymi. Doktor Marcin był zdania, iż Chrystus nawracał mocą Słowa a nie miecza. Nieugięty, nieprzejednany idealista odwoływał się do Biblii, gdy chodziło o odpowiedzi na nurtujące problemy moralne. Za wszelką cenę chciał pozostać sługą Pisma. Za wszelką cenę. Wierny swojemu rozumieniu Ewangelii nie szukał drogi pośredniej w rozmowach ze szwajcarskimi teologami w Marburgu (1529), potwierdzając niejako tym samym rozłam reformacyjny. Wszystko to, co sprzeciwiało się jego pojęciu wiary i Kościoła, a więc papiestwo, żydzi, muzułmanie, wiedźmy itd., stanowiło dzieło szatana. Marcin Luter nie był tolerancyjny w naszym rozumieniu tego słowa. Nie możemy jednak zapomnieć, iż jego działalność odpowiadała zupełnie innym realiom czasowym.

Życie nie oszczędzało Lutra również w sferze prywatnej. Jako kochający ojciec musiał pochować dwie swoje córki: dziewięciomiesięczną Elżbietę (1528) i trzynastoletnią Magdalenę (1542). Oczywiście można powiedzieć, że śmiertelność dzieci była w XVI wieku nieporównywalnie wyższa niż teraz a przez to bardziej powszechna i nie tak szokująca, jestem jednak zdania, że poczucie straty, rozpaczy i ludzkiego cierpienia nie traci na ponadczasowości, zwłaszcza w tak intymnej relacji jak dziecko-rodzic. Swoją teologiczną ufnością Luter potrafił jednak odnaleźć drogę życia. W jednym z wcześniejszych kazań napisał: „Wszyscy jesteśmy powołani do śmierci i żaden nie umrze za drugiego, lecz każdy osobiście będzie zmagał się ze śmiercią.” (WA 10 III, 1.7-2.2) Jego przeświadczenie, że „(…) natura wiary dowodzi swoją siłę w strachu, w śmierci, w grzechu i we wszystkim, co sprawia, że człowiek boi się i jest przygnębiony” porusza dogłębnie, prowokuje do refleksji.

W końcu Luter jako człowiek doświadczył niejednej przeciwności losu związanej z nieprawidłowym funkcjonowaniem swojego ciała. Przez całe życie zmagał się z licznymi chorobami: gnębiły go zaparcia, wrzody na żołądku, szumy uszne, zawroty głowy, cierpiał nieraz z powodu kamieni nerkowych, zmarł najprawdopodobniej na skutek dławicy piersiowej (zawału serca). Wszystko to stanowiło wielkie obciążenie psychiczne dla niemieckiego Reformatora, strapionego coraz częściej melancholią. Mimo to wywiązywał się z rozmaitych obowiązków, jakie szykowała mu codzienność: głosił kazania, prowadził żywą korespondencję, odwiedzał parafie ewangelickie w Saksonii i okolicznych księstwach, zapraszał znajomych na uczty i dyskusje, skutkiem czego powstały tzw. Mowy Stołowe itd.

Reasumując, życie Marcina Lutra nie było usłane różami. Dzięki temu jest On bliższy nam, zwyczajnym ludziom, mogącym czerpać inspirację z Jego postawy i przekonania. Można go krytykować za upór i brak zdolności do porozumienia, za impulsywność i niewybredny język. Z drugiej strony wcielał w życie swym codziennym działaniem to, co głosił. Luter był prawdziwy, wiarygodny ze wszystkimi swoimi wadami i przywarami, nie powielał sprawdzonego schematu zachowań, by zyskać popularność. Podczas burz życiowych wskazywał na stałą przystań, pewny grunt pod nogami na bagnach problemów i zwątpień, chwilę ciszy podczas zgiełku wywołanego nadmiarem obowiązków, spraw do załatwienia, na warowny gród - na Boga. Kwintesencją tej postawy niech będą słowa: „Wiarą jest pokonywanie trudności niemożliwym.” Trudno jest stać na straży sumienia, gdy wszystko wokół tak szybko zmienia się i relatywizuje. Ta kwestia nie traci na aktualności, prawda?

wtorek, 15 listopada 2016

Gotujemy z Lutrem - mniam!

Zupa pokrzywowa:
500 g pokrzyw gotować w posolonej wodzie. Posiekać bardzo cienko jedną cebulę i jedną główkę czosnku. Wymieszać pokrzywę, cebulę i czosnek i dusić aż do „zeszklenia się” w dodanym maśle (2 łyżki stołowe). Całość posypać 2 łyżkami stołowymi mąki i wymieszać. Doprawić do smaku pokruszoną bułką. Pokrzywę można alternatywnie gotować w bulionie rybnym lub mięsnym.

Smażony orkisz:
Namoczyć 500 g orkiszu w 1 litrze wody i odstawić na noc. Rankiem gotować orkisz w wodzie na lekkim ogniu tak, by się nie przypalił. Można dodać też trochę wody. Posiekaną cebulę, por i pietruszkę dusić w smalcu, następnie dodać do orkiszu z wodą i całość lekko podsmażyć.

L. Vogt, Das Luther-Melanchthon Kochbuch, Lindemann Verlag GmbH 2015, 55.

piątek, 11 listopada 2016

Studencki wikt i opierunek w XVI wieku

W latach 1535-45 wittenberski uniwersytet należał do najczęściej obleganych ośrodków naukowych na terenie Niemiec („Europa reformata", 2016, 19-20). Zapewnienie wiktu studentom stanowiło nie lada wyzwanie dla miasta! 600 do 900 studentów zjadało rocznie 30.000 do 45.000 kg mięsa! Każdy żak konsumował średnio od 40 do 60 kg mięsa, w tym 25 kg wołowiny, 20 kg wieprzowiny i 5 kg mięsa owczego lub baraniego, co odpowiada potrzebie kupna od 300 do 600 świń i od 195 do 390 owiec na rok. Okoliczni rolnicy nie mogli jednak sprostać zadaniu dostarczenia takiej ilości wołowiny i/lub wieprzowiny. Mięso zaczęto sprowadzać przede wszystkim… z Polski, ale także z Brandenburgii, Meklemburgii i Pomorza. Handel ten miał na tyle istotne znaczenie, że 8 grudnia 1544 rada miejska odwołała jarmark bożonarodzeniowy, bo do miasta zawitali śląscy handlarze bydła z inwentażem. Ze względu na niewielkie wówczas możliwości konserwujące (solenie, wędzenie, suszenie), kwitła jednocześnie sprzedaż soli. Wittenberga kupowała rocznie 12 beczek tego produktu. Ludowe powiedzenie głosiło: nie szlachtuj więcej niż mógłbyś zasolić.

Konsumpcja pieczywa wydaje się równie ogromna. 600 do 900 studentów zjadało produkty pieczone z 186.000 do 279.000 kg zboża! By zaspokoić popyt żaków, sprowadzano do Wittenbergi 82 do 125 wozów pełnych żyta, pszenicy itp. Kupno to jedna, przeróbka to druga strona medalu. W 1550 roku pracowało w mieście 21 rzeźników i 26 piekarzy.

Rodziny mające prawo warzenia, jak Lutrowie, zaopatrywali mieszkańców w piwo. Niestety i tu Wittenberga nie była samowystarczalna. Złocisty napój importowano z Torgawy, Einbeck i Freibergu, które dostarczano wozami lub transportem wodnym (spływem rzecznym na Łabie). Należy dodać, że 500 lat temu nie gotowało się – i w efekcie – nie pijało się wody. Uznawano, że woda powoduje choroby. Dziś wiemy, iż nieprzegotowana woda zawiera tysiące bakterii! Aby dostarczyć organizmowi odpowiednią ilość płynów, konsumowano piwo, średnio półtora litra dziennie. Przed pięcioma wiekami napój ten zawierał około sześciokrotnie mniejszą zawartość alkoholu niż dzisiaj i dlatego mógł być spożywany również przez dzieci. Piwo było jednym ze składników zup… Przechowywano je w beczkach, najczęściej zlokalizowanych w piwnicach. Ogromne wrażenie robi system tego typu piwnic w turyńskim mieście Gera. Te rozległe korytarze podziemne udostępniono turystom. Jak Państwo słusznie domyślacie się, studenci konsumowali dużo więcej chmielowego płynu niż przeciętny mieszkaniec Wittenbergi… Zaryzykuję i stwierdzę, iż ta tendencja wśród żaków pozostała niezmienna na przestrzeni lat…

E. Strauchenbruch, Luthers Küchengeheimnisse, Leipzig 2015, 82-86.

poniedziałek, 7 listopada 2016

Krzyż hugenocki

To symbol wiary wyznawców kalwinizmu, przede wszystkim we Francji, a współcześnie także w innych krajach. Składa się z krzyża maltańskiego oraz z gołębicy, niekiedy zastępowanej ampułką lub stylizowaną łzą. Dodatkowe ozdoby krzyża mają znaczenie symboliczne.
Po raz pierwszy pojawił się w XVIII wieku wśród wyznawców kalwinizmu (hugenotów) na południu Francji w okresie prześladowań religijnych ze strony katolickiej monarchii. Według tradycji wykonał go jubiler z Nîmes-Maystre, 3 lata po odwołaniu edyktu nantejskiego (1601). Krzyż sygnalizował wyznanie danej osoby, a jednocześnie zabezpieczał przed represjami ze strony państwa, ponieważ naśladował kształtem krzyż Zakonu Ducha Świętego - katolickiej organizacji monarchistycznej.


Obecnie krzyż hugenocki jest umieszczony m.in. w logo francuskiego i południowoafrykańskiego Kościoła ewangelicko-reformowanego.

Krzyż to symbol Trójcy Świętej: krzyż maltański symbolizuje Jezusa, promienie lub ozdoby między ramionami krzyża – symbol Boga Ojca a gołębica jest symbolem Ducha Świętego, który obdarza chrześcijan łaską i odwagą. 8 kulistych zakończeń ramion krzyża – symbolizuje 8 reguł życia chrześcijanina, prześladowanego za wiarę (Ewangelia Mateusza 5, 3-10). Stylizowane kwiaty lilii pomiędzy ramionami krzyża wyobrażają monarchistyczny herb Francji (jako oznakę patriotyzmu) i jednocześnie symbolizują, przez podobieństwo do cierni i do serca, męczeństwo Jezusa i jego wiernych wyznawców. Gołębica jest niekiedy zastąpiona ampułką lub stylizowaną łzą, które oznaczają męczeństwo.


czwartek, 3 listopada 2016

Teza miesiąca - Teza 33


Teza 33 - Należy strzec się nauk, wedle których odpust papieski jest bezcenną łaską Bożą, przez którą ludzie zostają pojednani z Bogiem.

wtorek, 1 listopada 2016

500-lecie Reformacji w Polsce inaugurowano!



Impresje z wczorajszej inauguracji Obchodów 500-lecia Reformacji w Polsce. Jednoczesne stulecie ruchu ekumenicznego uprawnia nas, by wołać: Ludzie dobrej woli, spotkajmy się i poznajmy to, co nas łączy i co dzieli! W tych niespokojnych czasach bądźmy dla siebie rzecznikami pokoju, poszanowania odmienności w duchu ewangelicznym. Wspólnie nieśmy Dobrą Nowinę światu o nieskończonej Łasce i Miłości Bożej. Stańmy się silniejsi mocą wiary w to, że wszyscy należymy do jednej rodziny ludzkiej a nie mocą niechęci i wewnętrznego odrzucania tego, co nie jest moje. Każda istota została stworzona w jakimś celu. Niech nadchodzący rok będzie próbą, wyzwaniem na miarę nowego tysiąclecia dla Kościoła Chrześcijańskiego, który przecież urzeczywistnia się przez miłość do drugiego człowieka!

CIESZYN

INAUGURACJA JUBILEUSZU 500-LECIA REFORMACJI