sobota, 28 maja 2016

Przed obliczem Cesarza:

Sprawę Lutra miał rozstrzygnąć sejm Rzeszy w Wormacji, na obrady którego udał się po otrzymaniu listu żelaznego, gwarantującego mu nietykalność. Nieposłuszny mnich wyruszył w drogę 2 kwietnia 1521 roku wraz ze swymi towarzyszami: Mikołajem von Amsdorffem, członkiem fakultetu teologicznego wittenberskiej uczelni, biorącym udział w dyspucie lipskiej (1519), Justusem Jonasem, prawnikiem i teologiem, pomorskim szlachcicem Peterem von Suaven jako przedstawicielem studentów i Tomaszem Blarerem, późniejszym reformatorem Konstancji.

W tym czasie Doktor Luter był znanym autorem wydanych w 1520 roku pism: "O naprawie stanu chrześcijańskiego", "O niewoli babilońskiej Kościoła", "O wolności chrześcijanina", w których przeciwstawił się ostro papieskiemu autorytetowi, poddał krytyce wszelkie nauki i objawy życia kościelnego nie znajdujące według niego potwierdzenia w Biblii. W drodze do Wormacji ksiądz Marcin był witany niczym bohater narodowy – w Erfurcie towarzyszył mu orszak 40 jeźdźców konnych, w Eisenach wiwatowano na jego cześć. Tam też wygłosił kazanie. 16 kwietnia 1521 roku reformator przekroczył wozem, na którym jechał, wormacką bramę św. Marcina. I tu przyjęto go owacjami. Nocował w hotelu (niestety w czasie II wojny światowej budynek uległ zniszczeniu) nieopodal katedry. Sypialnię musiał dzielić z dwoma urzędnikami elektorskimi.

Cesarz Karol V miał wówczas 21 lat, przed dwoma laty został wybrany na drugiego co do ważności człowieka w Europie. Cesarz bowiem zastępował w powszechnym mniemaniu Boga we władzy świeckiej. Jego ojciec był Habsburgiem i Niemcem, ale sam Karol za Niemca się nie uważał. Zwykł mawiać : „Mówię po hiszpańsku do Boga, po włosku do kobiet, po francusku do mężczyzn, a po niemiecku do mojego konia.” Jego pierwszym językiem był francuski, ale on sam spędził niemalże całe życie, walcząc z Francją. Jego matka była Hiszpanką i Hiszpania tworzyła jądro jego królestwa, mimo to nie był on też Hiszpanem, choć prawdopodobnie w Hiszpanii czuł się najbardziej w domu ze wszystkich krajów swojego wielojęzycznego imperium.

W powstałej mitologii protestanckiej ukazuje się Marcina Lutra nierzadko jako prowodyra zwołania Sejmu Rzeszy w Wormacji. Z pokolenia na pokolenie przekazywano wyidealizowany obraz reformatora, który skoncentrował na sobie uwagę ówczesnej elity politycznej i kościelnej Starego Kontynentu. Nic bardziej mylnego! Ten najwyższy organ reprezentacji wasali cesarskich Świętego Cesarstwa Rzymskiego obradował od 27 stycznia 1521 przez cztery miesiące (do 26 maja 1521). Oprócz dwóch papieskich nuncjuszy, obecni byli przedstawiciele Burgundii, Hiszpanii, Sabaudii, Wenecji, Danii, Polski, Węgier, Francji i Anglii. Kwestiami pilnymi do rozstrzygnięcia było realne zagrożenie ze strony tureckiej i rosnące zadłużenie Kościoła wskutek zaciągania pożyczek na budowę Bazyliki św. Piotra na Watykanie. Cesarz Karol V miał większe troski niż „niejaki brat Marcin”: kłopoty w Hiszpanii, plany wojny w Italii, marzenia o odzyskaniu Burgundii, co wiązało się z nieuniknioną wojną z Francją. Odnośnie Lutra, którego nazwiska nawet nie znał, planował załatwić sprawę krótko – edyktem, nie wdając się w żadne dyskusje. Niepokorny mnich stanął przed jego obliczem 17 kwietnia 1521 około godziny 16.00. Wittenberski profesor miał jedynie wyrzec się wszystkiego, co napisał a co sprzeciwiało się panującemu przez wieki porządkowi. A ten – ku zaskoczeniu wszystkich – poprosił o dzień namysłu. Czy był nieprzygotowany? Raczej nie. Dwa tygodnie podróży do Wormacji to wystarczający czas na przemyślenie własnego stanowiska. A może zwyczajnie po ludzku bał się sprzeciwu? Afront i despekt wobec cesarza i papieża oznaczał narażenie swojego życia na niebezpieczeństwo. Nie znamy też żadnej relacji, czy tej nocy reformator dobrze spał…

Następnego dnia, w czwartek 18 kwietnia 1521 roku przed obliczem Cesarza stanął pewny siebie i swojej racji reformator. Po jego stronie, jak i poprzedniego dnia, obecni byli Jerzy Spalatin (prawnik elektora saskiego) i Hieronim Schurf (profesor prawa uniwersytetu w Wittenberdze). Doktor Marcin Luter miał wtedy rzec: „Dopóki nie zostanę przekonany przy pomocy Pisma Świętego i zdrowy rozsądek, bo papieżom i soborom nie wierzę, to pewne, że często mylili się i przeczyli samym sobie, jestem pokonany przez przytaczane przeze mnie pisma a moje sumienie pozostaje w niewoli Słowa Bożego, nie mogę i nie chcę niczego odwołać, ponieważ czynienie czegokolwiek wbrew sumieniu jest rzeczą niebezpieczną i niesłuszną. Przy tym stoję, nie mogę inaczej. Boże, dopomóż mi. Amen.” (WA 7, 838, 4-9) Do dziś pozostaje kwestią sporną, czy wypowiedział on : „Przy tym stoję, nie mogę inaczej.” („Hier stehe ich, ich kann nichts anders.”) W rzeczywistości rzekł najprawdopodobniej: „Już dłużej nie mogę.” („Ich kann nicht mehr.”) Po latach reformator przyznał, że kazano mu powtórzyć po łacinie jego stanowisko, na sali zgromadziło się tak wiele osób, było duszno a samemu Lutrowi zdenerwowanie i podekscytowanie dały się we znaki (A. Malessa, Hier stehe ich, es war ganz anders, 2015, 92-100).
Nieważne jednak, jak swoją mowę skończył mnich z Wittenbergi. Istotne jest, jaki przekaz zawierała. Oto ktoś pozornie nieznaczący, „niejaki brat Marcin”, jawnie sprzeciwia się autorytetowi papieskiemu i cesarskiemu, przywołując Biblię jako fundament wiary i pobożnego życia chrześcijańskiego. Ma odwagę zaprzeczyć, burzyć porządek, kwestionować Tradycję. 18 kwietnia 1521 roku skończyło się mentalne średniowiecze. „Jeden z nas” uświadomił paradoks dwóch najważniejszych urzędów w Europie, dając początek emancypacji jednostki w dziedzinie wiary. To nie papież czy cesarz są zastępcami Boga i nie do nich – takich samych grzeszników jak inni - należy regulowanie życia religijnego. Ziemskie autorytety tworzone na potrzebę czasu są niczym, gdy „sumienie pozostaje w niewoli Słowa Bożego”. 26 kwietnia 1521 niepogodzony z kościołem katolickim Reformator z Wittenbergi wyruszył w drogę powrotną. W 1689 roku budynek ówczesnego biskupa Palatynatu, po północnej stronie katedry św. Piotra, strawił pożar. Miejsce, gdzie Marcin Luter stanął przed Karolem V i Sejmem Rzeszy upamiętniono stosowną tablicą w powstałym na miejscu budynku ogrodzie przykatedralnym.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz