sobota, 28 maja 2016

Przed obliczem Cesarza:

Sprawę Lutra miał rozstrzygnąć sejm Rzeszy w Wormacji, na obrady którego udał się po otrzymaniu listu żelaznego, gwarantującego mu nietykalność. Nieposłuszny mnich wyruszył w drogę 2 kwietnia 1521 roku wraz ze swymi towarzyszami: Mikołajem von Amsdorffem, członkiem fakultetu teologicznego wittenberskiej uczelni, biorącym udział w dyspucie lipskiej (1519), Justusem Jonasem, prawnikiem i teologiem, pomorskim szlachcicem Peterem von Suaven jako przedstawicielem studentów i Tomaszem Blarerem, późniejszym reformatorem Konstancji.

W tym czasie Doktor Luter był znanym autorem wydanych w 1520 roku pism: "O naprawie stanu chrześcijańskiego", "O niewoli babilońskiej Kościoła", "O wolności chrześcijanina", w których przeciwstawił się ostro papieskiemu autorytetowi, poddał krytyce wszelkie nauki i objawy życia kościelnego nie znajdujące według niego potwierdzenia w Biblii. W drodze do Wormacji ksiądz Marcin był witany niczym bohater narodowy – w Erfurcie towarzyszył mu orszak 40 jeźdźców konnych, w Eisenach wiwatowano na jego cześć. Tam też wygłosił kazanie. 16 kwietnia 1521 roku reformator przekroczył wozem, na którym jechał, wormacką bramę św. Marcina. I tu przyjęto go owacjami. Nocował w hotelu (niestety w czasie II wojny światowej budynek uległ zniszczeniu) nieopodal katedry. Sypialnię musiał dzielić z dwoma urzędnikami elektorskimi.

Cesarz Karol V miał wówczas 21 lat, przed dwoma laty został wybrany na drugiego co do ważności człowieka w Europie. Cesarz bowiem zastępował w powszechnym mniemaniu Boga we władzy świeckiej. Jego ojciec był Habsburgiem i Niemcem, ale sam Karol za Niemca się nie uważał. Zwykł mawiać : „Mówię po hiszpańsku do Boga, po włosku do kobiet, po francusku do mężczyzn, a po niemiecku do mojego konia.” Jego pierwszym językiem był francuski, ale on sam spędził niemalże całe życie, walcząc z Francją. Jego matka była Hiszpanką i Hiszpania tworzyła jądro jego królestwa, mimo to nie był on też Hiszpanem, choć prawdopodobnie w Hiszpanii czuł się najbardziej w domu ze wszystkich krajów swojego wielojęzycznego imperium.

W powstałej mitologii protestanckiej ukazuje się Marcina Lutra nierzadko jako prowodyra zwołania Sejmu Rzeszy w Wormacji. Z pokolenia na pokolenie przekazywano wyidealizowany obraz reformatora, który skoncentrował na sobie uwagę ówczesnej elity politycznej i kościelnej Starego Kontynentu. Nic bardziej mylnego! Ten najwyższy organ reprezentacji wasali cesarskich Świętego Cesarstwa Rzymskiego obradował od 27 stycznia 1521 przez cztery miesiące (do 26 maja 1521). Oprócz dwóch papieskich nuncjuszy, obecni byli przedstawiciele Burgundii, Hiszpanii, Sabaudii, Wenecji, Danii, Polski, Węgier, Francji i Anglii. Kwestiami pilnymi do rozstrzygnięcia było realne zagrożenie ze strony tureckiej i rosnące zadłużenie Kościoła wskutek zaciągania pożyczek na budowę Bazyliki św. Piotra na Watykanie. Cesarz Karol V miał większe troski niż „niejaki brat Marcin”: kłopoty w Hiszpanii, plany wojny w Italii, marzenia o odzyskaniu Burgundii, co wiązało się z nieuniknioną wojną z Francją. Odnośnie Lutra, którego nazwiska nawet nie znał, planował załatwić sprawę krótko – edyktem, nie wdając się w żadne dyskusje. Niepokorny mnich stanął przed jego obliczem 17 kwietnia 1521 około godziny 16.00. Wittenberski profesor miał jedynie wyrzec się wszystkiego, co napisał a co sprzeciwiało się panującemu przez wieki porządkowi. A ten – ku zaskoczeniu wszystkich – poprosił o dzień namysłu. Czy był nieprzygotowany? Raczej nie. Dwa tygodnie podróży do Wormacji to wystarczający czas na przemyślenie własnego stanowiska. A może zwyczajnie po ludzku bał się sprzeciwu? Afront i despekt wobec cesarza i papieża oznaczał narażenie swojego życia na niebezpieczeństwo. Nie znamy też żadnej relacji, czy tej nocy reformator dobrze spał…

Następnego dnia, w czwartek 18 kwietnia 1521 roku przed obliczem Cesarza stanął pewny siebie i swojej racji reformator. Po jego stronie, jak i poprzedniego dnia, obecni byli Jerzy Spalatin (prawnik elektora saskiego) i Hieronim Schurf (profesor prawa uniwersytetu w Wittenberdze). Doktor Marcin Luter miał wtedy rzec: „Dopóki nie zostanę przekonany przy pomocy Pisma Świętego i zdrowy rozsądek, bo papieżom i soborom nie wierzę, to pewne, że często mylili się i przeczyli samym sobie, jestem pokonany przez przytaczane przeze mnie pisma a moje sumienie pozostaje w niewoli Słowa Bożego, nie mogę i nie chcę niczego odwołać, ponieważ czynienie czegokolwiek wbrew sumieniu jest rzeczą niebezpieczną i niesłuszną. Przy tym stoję, nie mogę inaczej. Boże, dopomóż mi. Amen.” (WA 7, 838, 4-9) Do dziś pozostaje kwestią sporną, czy wypowiedział on : „Przy tym stoję, nie mogę inaczej.” („Hier stehe ich, ich kann nichts anders.”) W rzeczywistości rzekł najprawdopodobniej: „Już dłużej nie mogę.” („Ich kann nicht mehr.”) Po latach reformator przyznał, że kazano mu powtórzyć po łacinie jego stanowisko, na sali zgromadziło się tak wiele osób, było duszno a samemu Lutrowi zdenerwowanie i podekscytowanie dały się we znaki (A. Malessa, Hier stehe ich, es war ganz anders, 2015, 92-100).
Nieważne jednak, jak swoją mowę skończył mnich z Wittenbergi. Istotne jest, jaki przekaz zawierała. Oto ktoś pozornie nieznaczący, „niejaki brat Marcin”, jawnie sprzeciwia się autorytetowi papieskiemu i cesarskiemu, przywołując Biblię jako fundament wiary i pobożnego życia chrześcijańskiego. Ma odwagę zaprzeczyć, burzyć porządek, kwestionować Tradycję. 18 kwietnia 1521 roku skończyło się mentalne średniowiecze. „Jeden z nas” uświadomił paradoks dwóch najważniejszych urzędów w Europie, dając początek emancypacji jednostki w dziedzinie wiary. To nie papież czy cesarz są zastępcami Boga i nie do nich – takich samych grzeszników jak inni - należy regulowanie życia religijnego. Ziemskie autorytety tworzone na potrzebę czasu są niczym, gdy „sumienie pozostaje w niewoli Słowa Bożego”. 26 kwietnia 1521 niepogodzony z kościołem katolickim Reformator z Wittenbergi wyruszył w drogę powrotną. W 1689 roku budynek ówczesnego biskupa Palatynatu, po północnej stronie katedry św. Piotra, strawił pożar. Miejsce, gdzie Marcin Luter stanął przed Karolem V i Sejmem Rzeszy upamiętniono stosowną tablicą w powstałym na miejscu budynku ogrodzie przykatedralnym.

środa, 25 maja 2016

CIEKAWOSTKA REFORMACYJNA - pomnik


W 1868 roku odsłonięto w Wormacji największy pomnik Marcina Lutra i Reformacji na świecie. Trzymetrowa figura Odnowiciela Kościoła otoczona jest czterema przedreformacyjnymi „wojownikami” o prawdę chrześcijańską: G. Savonarolę, Janem Husem, Johnem Wyclifem i Peterem Waldensem. Doktor Luter spogląda z cokołu na nieistniejący dziedziniec biskupstwa, na którym stanął przed cesarzem Karolem V i Sejmem Rzeszy 17 i 18 kwietnia 1521 roku.

czwartek, 19 maja 2016

Luter jako tłumacz




„Nie mówię jakimś specjalnym dialektem niemieckim, lecz tym w ogólnym użyciu, tak by mogli mnie zrozumieć Niemcy z Górnych- i Dolnych Niemiec.” 

(Nullam certam linguam Germaniae habeo, sed communem, ut me intelligere possint ex superiori ex inferiori Germania; WA TR 2, 2758b) – to dewiza Lutra jako tłumacza. Reformator cenił sobie niezwykle zwięzłość myśli:

 „Wielkim kunsztem i cnotą jest móc wyrażać wiele przy pomocy niewielu słów.” (WA TR 3, 3579, 17f.)

 Jego „patrzenia ludowi na gębę” („dem Volk aufs Maul schauen“) nie można przecenić w żadnym wymiarze. Według Lutra to, co porusza serce, wychodzi ustami i wtedy jest dobrze powiedziane po niemiecku. Świadom siebie i odpowiedzialności za przekład pragnął, by tekst biblijny mógł rozumieć każdy chrześcijanin, bez względu na parytet portfela czy wykształcenie. Dzięki tej niezwykłej umiejętności oddania natury słowa (natura enim verbi est audiri), wprowadził wiele nowych określeń do mowy niemieckiej, np.

Menschenfischer – rybak ludzi (=Apostoł Piotr),
Morgenland – Wschód,
Abendland - Zachód,
plappern – paplać,
Schnauze – morda, pysk, jadaczka,
Nachjagen – gonić,
kleingläubig – człowiek małej wiary,
Nächstenliebe – miłość bliźniego.

By uatrakcyjnić swoje wypowiedzi, Marcin Luter sformułował wiele obecnych do dzisiaj również w mowie polskiej powiedzeń, zwrotów idiomatycznych, które stosował już od 1520 roku we wszelkiego rodzaju pismach, Mowach Stołowych itp. Oto niektóre z nich:

Viele Hände machen leichte Arbeit – Wiele rąk ułatwia pracę,
Gute Meister fehlen auch - Mistrzowie też są omylni,
Hie ist muhe und erbeit verlorn - Nie włożono w to [żadnego] trudu i pracy,
Wens ende gut ist, so ist alles gut - Wszystko dobre, co się dobrze kończy,
Auff rosen gehen - Być szczęśliwym (stąd polskie powiedzenie: życie usłane różami),
Er hat sich verbrant - On sparzył się [=zawiódł się],
Von etwas/jemandem die Schnauze voll haben – być czymś/kimś zmęczonym, mieć czegoś/kogoś dosyć, mieć coś/kogoś po dziurki w nosie,
Jemandem nicht das wasser reichen können – nie dorastać komuś do pięt,
Das maul schmieren – zachwalać, słodzić, lukrować,
Stoss dich nich - Nie gorsz się,
Gehstu auff den oren? - Słuchasz?
Stück umb stück - Kawałek po kawałku, krok po kroku,
Auff dem brett bezalen - Płacić gotówką,
Ins Spiel komen - Uwzględnić, przedstawić coś,
Ochsen am Berge stehen - Być bezradnym,
Feur ym arse - Ogień w tyłku,
Speck ym nacken - Słoninka na szyi,
Er hat ein/kein hertz - On ma (nie ma) serce (serca).

James Clarke Cornette (1942) naliczył w sumie 4987 powiedzeń i idiomów autorstwa Marcina Lutra, z czego 1825 to niemieckie przysłowia a 2673 idiomatyczne powiedzenia (J.C. Cornette, W. Mieder, Proverbs and proverbial expressions in the German works of Martin Luther, Bern 1997).
Z własnego doświadczenia chciałbym dodać, iż Niemcy do dzisiaj używają chętnie (mniej lub bardziej świadomie) „języka Lutra”, bez względu na przynależność religijną czy stopień wykształcenia. Równie ochoczo poszukują w mowie nowych, nieistniejących fleksyjnie sformułowań w podobnym celu, co Reformator z XVI wieku – by uatrakcyjnić swoją wypowiedź…


niedziela, 15 maja 2016

Współtwórcy projektu-książki


Koordynatorką projektu, jakim stał się „Marcin Luter w cytatach” jest Pani Ewa Karolina Zdzienicka – muzyk i nauczyciel od 1980 roku w I Liceum Ogólnokształcącym im. St. Żeromskiego w Jeleniej Górze. Serdecznie dziękuję za pomoc!


czwartek, 12 maja 2016

Więcej o Autorze ....

W 2014 roku ukazała się drukiem książka pt. „Lubomierz – kronika z wieży ratusza”. Miałem zaszczyt być tłumaczem wiodącym tej pozycji literaturowej – przełożyłem dziewiętnastowieczny tekst kroniki najmniejszego na Dolnym Śląsku miasta na język polski. Na zdjęciu razem z jednym z Autorów tego projektu, Panem Zbigniewem Dygdałowiczem, podczas promocji kroniki w Muzeum Przyrodniczym w Jeleniej Górze.


 
Historia kroniki Lubomierza jest naprawdę zaskakująca! Więcej informacji o tej niesamowitej przygodzie znajdziecie Państwo na jednym z blogów we wpisie pt. Skarb z wieży [TUTAJ].











Nie lubię zastoju – ruchowego, intelektualnego itd. Niespokojny ze mnie duch -;) W wolnych chwilach najczęściej czytam książki i podróżuję. Ulubionym miejscem do krótkich wypadów z przyjaciółmi są winnice a tych w Stuttgarcie nie brakuje – ponad 400 hektarów! Interesuję się historią, religioznawstwem, filozofią, nauką i architekturą.





niedziela, 8 maja 2016

O niemieckiej tytulaturze naukowej

Często jestem pytany, dlaczego określam współtwórcę ewangelicyzmu mianem Doktor Luter, skoro był on profesorem Uniwersytetu w Wittenberdze. Postanowiłem wyjaśnić tę kwestię na stronie książki. Prześledźmy najpierw wydarzenia edukacyjne z życia Reformatora. W latach 1488-96 uczęszczał do szkoły miejskiej w Mansfeld, rok później rodzice wysłali Marcina do szkoły katedralnej w Magdeburgu. By móc opłacić swoje utrzymanie, przyszły odnowiciel Kościoła śpiewał, żebrząc na ulicach miasta, co było wtedy rzadką praktyką. W latach 1498-1501 Luder uczęszczał do szkoły łacińskiej (Georgenschule) w Eisenach. Budynek szkoły niestety nie zachował się do naszych czasów. Do dziś można zwiedzić jednak miejsce, w którym uczeń Marcin mieszkał w czasie swojego trzyletniego pobytu w tym mieście. Dom stojący przy Lutherplatz 8, odrestaurowany z końcem lata 2015, należał przed pięcioma wiekami do rodziny Cotta, ludzi niezwykle wpływowych w tamtym okresie. W wolnym czasie Marcin śpiewał w chórze miejskiego kościoła p.w. św. Jerzego. W 1521 roku głosił tu dwukrotnie kazania zanim został osadzony na zamku Wartburg. Co ciekawe, 23 marca 1685 roku w kościele tym ochrzczono Jana Sebastiana Bacha (warto zobaczyć oryginalną chrzcielnicę, polecam!). Po odbyciu edukacji w Eisenach, osiemnastoletni Marcin Luder został przyjęty (immatrykulowany) jako „Martinus Ludher ex Mansfeldt” (Martinus Ludher z Mansfeldt) na uniwersytecie w Erfurcie, na przełomie kwietnia i maja 1501 roku. 

Początkowo studiował na wydziale nauk wyzwolonych, w 1502 roku zdał egzamin bakałarza a w styczniu 1505 uzyskał tytuł magistra filozofii. Dalszą naukę kontynuował, zgodnie z życzeniem ojca, na wydziale prawniczym. Hans Luder zamierzał rozwijać i wzmocnić pozycję rodzinnej firmy, mając w przyszłości u swojego boku syna znającego zawiłości prawne. Wybór Erfurtu jako miejsca edukacji wiązał się z tym, że założony na wzór uniwersytetu praskiego Uniwersytet w Erfurcie był w tamtych czasach sławniejszy, a szczególnie dobrą sławą cieszył się wydział prawniczy, mimo iż do Lipska było z Mansfeld bliżej. Erfurcki uniwersytet był nowoczesną uczelnią – rozwijała się na nim tzw. via moderna, nowa szkoła nominalizmu, silne były też wpływy humanizmu. Studia prawnicze Marcina nie trwają jednak długo, po kilku miesiącach porzuca je i 17 lipca 1505 roku przekracza furtę (bramę) zakonu augustianów, co było wielkim rozczarowaniem dla jego ojca. Marcin utrzymywał bliskie stosunki ze swoją alma mater przez całe życie. W 1513 roku powiedział: „Uniwersytet w Erfurcie jest moją matką, której zawdzięczam wszystko.” W 1508 roku Luder (już jako wyświęcony ksiądz) został przeniesiony do klasztoru w dwutysięcznej wówczas Wittenberdze, gdzie objął stanowisko wykładowcy filozofii moralnej na nowo założonym uniwersytecie (1502) i jednocześnie kontynuował studia teologiczne. Młody uniwersytet był bardziej zróżnicowany teologicznie niż Uniwersytet w Erfurcie. Kolega Ludra, Andreas Karlstadt, tomista, podobnie jak Staupitz, ulegał wpływom mistyki niemieckiej. Po pięciu miesiącach Luder uzyskał tytuł bakałarza biblistyki. Po uzyskaniu jesienią 1509 roku tytułu sententiariusza, uprawniającego do wykładania „Sentencji” Piotra Lombarda, na krótko wrócił do Erfurtu. Po powrocie z Rzymu, za zgodą Staupitza, Luder udał się do Wittenbergi by objąć profesurę biblistyki. 18/19 października 1512 roku ks. Marcin Luder uzyskał stopień doktora Pisma św. (jego promotorem był Karlstadt) i złożył przysięgę, że będzie ze wszystkich sił bronił prawdy ewangelicznej, co często krzepiło go w późniejszych walkach. W tym czasie prowadził wykłady, głównie na temat psalmów, listów do Rzymian i Galatów, a jednocześnie, dla lepszego zrozumienia Pisma, uczył się języka greckiego i hebrajskiego, co później okazało się bardzo przydatne przy tłumaczeniu Biblii. Od 1535 do śmierci był dziekanem wydziału teologicznego uczelni wittenberskiej.

To jak to jest z profesurą księdza Lutra? Podobnie jak z profesurami dzisiejszych wykładowców na niemieckich uczelniach. Te, będąc wiernym wartościom „universitatis”, zachowały średniowieczną tytulaturę naukową, wedle której doktor jest jedynym stopniem naukowym, a licencjat, magister, później wprowadzona habilitacja czy tytuł profesorski są stopniami zawodowymi, określającymi obowiązki na piastowanym stanowisku. Powszechnie jest używany zdobyty tytuł naukowy podczas wymienienia danej osoby, pomijając niejako mniej istotne stopnie zawodowe. To swoisty wyraz szacunku dla jej dorobku naukowego. I tak, mówi się o Doktorze Marcinie Lutrze, Doktor Angeli Merkel, Doktorze Norbercie Lammercie (od 18 października 2005 przewodniczący niemieckiego Bundestagu), czy Doktor Margot Käßmann (pierwsza biskupka Kościoła Ewangelickiego i Ambasadorka Dekady Lutra w Niemczech), wiedząc i pamiętając niejako, iż Wymienieni noszą również tytuły profesorskie. Na koniec, zrobienie habilitacji nie jest warunkiem koniecznym do awansu na stanowisko profesora. Tym niemniej ich liczba w Niemczech stale rośnie (Statistisches Bundesamt, 2012) od 1985 roku. Najwięcej habilitacji (2012) posiadały kierunki medyczne i ochrony zdrowia (51%), kierunki filologiczne, matematyka i kierunki przyrodnicze po 17%, 16% wydziały prawne a najmniej (8%) – kierunki socjologiczne.
W Polsce obowiązuje wymienienie wszystkich tytułów i stopni zawodowych. Ponadto, tytuł profesorski przyznawany jest najpierw przez uczelnię (profesor nadzwyczajny) a potem – jako najwyższy szczebel kariery naukowej - przez Prezydenta RP (profesor zwyczajny, „belwederski”).
Marcin Luter był jednak Niemcem i dlatego tytułuję go wedle obowiązującej w Niemczech tytulatury naukowej, pragnąc przy tym Wszystkich zapewnić, iż pamiętam o jego profesurze na wittenberskim uniwersytecie…

czwartek, 5 maja 2016

Marcina Lutra droga do Boga… - ciąg dalszy

W październiku 1510 roku Luder wyjechał do Rzymu, by odwołać się do papieża Juliusza II, od decyzji prowincjała saskiej kongregacji Staupitza, nakazującej podniesienie ogólnego poziomu obserwancji. Podróż do Wiecznego Miasta była najdalszą i najdłuższą w jego życiu (Das Luther-Lexikon, 2015, 609). Jako bogobojny zakonnik odwiedził w stolicy chrześcijaństwa wiele miejsc słynących z łaski, w tym liczne obrazy maryjne (WA 47, 817, 3), relikwię z głową Jana Chrzciciela (WA TR 2, 1272, 1-4), chustę św. Weroniki (WA 54, 255, 4-18), wchodził na klęczkach po „schodach łaski” (scala santa, WA 51, 89, 20-24). Marcin Luder opisywał też odwiedzone w Rzymie zabytki starożytności takie jak Koloseum (WA TR 3, 3479, 15-20), Kapitol, świątynię Jupitera (WA TR 2, 2709b, 9-14), Panteon (WA TR 3, 3447, 33-36) czy Termy Dioklecjana i akwedukty (WA TR 5, 6058, 467, 5-8). Młody mnich traktował je jako interesujące pozostałości historyczne, nie widział w nich niczego groźnego tylko dlatego, że były niechrześcijańskie… 
Wrócił zdruzgotany obrazem jaki zastał. Papież, poświęcający wiele czasu wojnom, bezceremonialne zachowanie księży, bluźniercze żonglowanie sakramentami, czy wreszcie to co wywołało jego największy wstrząs i oburzenie – odprawianie w pośpiechu siedmiu mszy świętych przy jednym ołtarzu (pewien ksiądz, widząc że Luter odprawił dopiero jedną trzecią swojej mszy, poganiał go słowami „Pośpiesz się! Inni czekają!”). Po powrocie z Wiecznego Miasta Luder za zgodą Staupitza objął profesurę biblistyki na wittenberskiej uczelni.

Wstąpienie do klasztoru nie zakończyło jego niepokojów, w tym okresie uległy one nawet spotęgowaniu. Nic nie wskazuje, by popełnił jakieś szczególnie ciężkie grzechy, za grzech zasadniczy uważał pychę dążącą do uzyskania znaczenia przed Bogiem. Niepokoje te potęgowała teologia mówiąca o majestatycznym Bogu domagającym się od człowieka doskonałej sprawiedliwości, a jeszcze bardziej nauka Augustyna o predestynacji, która powodowała w Lutrze wątpliwości, czy jest przeznaczony do zbawienia. Klasyczne metody, jakie zakon stosował wobec skrupulantów, nie dawały rezultatów. Trwalszy okazał się wpływ Staupitza, który zalecił mu patrzeć na Jezusa nie jako na sędziego, ale Zbawiciela oraz odwiódł go od nieustannego rozmyślania nad zasługą i zadośćuczynieniem za grzechy. Staupitz rozbudził w Ludrze również zainteresowanie mistyką niemiecką. Luder odnalazł, przestudiował i wydał dzieło Johannesa Taulera Teologia niemiecka. W późniejszym okresie negatywnie ustosunkował się do mistyki, choć od Taulera na trwałe przejął istotny element swej teologii, jaką jest teologia krzyża (theologia crucis). W 1515 roku został bowiem prowincjonałem a pod jego władzą znajdowało się aż jedenaście klasztorów: w Dreźnie, Eisleben, Erfurcie, Gotha, Herzberg, Langensalza, Magdeburgu, Neustadt nad Odrą, Nordhausen, Sangerhausen i Wittenberdze. Oprócz tego posiadał tytuł doktora teologii i jako wykładowca cieszył się dużą popularnością. Utrzymywał kontakt korespondencyjny z profesorami innych uczelni, z którymi dyskutował na bieżące tematy. Wyjątkowa erudycja przyda mu się później do krytykowania papistów w niezliczonych dysputach. Ksiądz Luder to również ceniony przez wiernych kaznodzieja, co wcale nie było częstym zjawiskiem w tamtych czasach…

Niepokój ustał, kiedy stwierdził, że kiedy Pismo Święte mówi o sprawiedliwości, ma na myśli sprawiedliwość darowaną człowiekowi z łaski Bożej, którą przyjmuje się przez wiarę. Człowiek zostaje uznany za sprawiedliwego, choć sam na to nie zasługuje. Trudno określić, kiedy w życiu Lutra doszło do tego duchowego przełomu. Ks. Luter w swej autobiografii z 1545 roku stwierdził, że stało się to, gdy po raz drugi wykładał Księgę Psalmów, a więc w w 1518–1519 roku. Niektórzy twierdzą, że rozmyślał on … w toalecie. Odnowiciel Kościoła sam zauważył w dwóch poobiednich przemowach, że: „Duch
Święty rozbudził we mnie tę kreację w wygódce”. Luder użył tu łacińskiego słowa cloaca, które, jak historycy argumentują, mogło być użyte jako generalny termin na „świat doczesny”. Warto przy tym dodać, że posiadał on prywatną toaletę. Jednak pewne sformułowania, przypominające późniejsze poglądy reformatora, znajdują się już w wykładach na temat Psalmów z lat 1513–1515. Starsi badacze przesuwali datę nawet do lat 1508–1511, co wydaje się mało prawdopodobne, gdyż kontakty Ludra ze Staupitzem nie były wtedy znaczące. Podstawy reformacyjnej teologii usprawiedliwienia, w tym zasadę, że człowiek wierzący jest jednocześnie grzeszny i usprawiedliwiony (simul iustus et peccator), znajdują się w jego wykładach na temat Listu do Rzymian z lat 1515–1516, choć zdaniem Franza Laua nie można się w nich dopatrzeć śladów wielkiego duchowego przeżycia. Wykłady na temat Listu do Hebrajczyków z 1517 roku świadczą, że Luder był wówczas już pewny swojego zbawienia.

Do pierwszego otwartego sporu z Kościołem katolickim dały Lutrowi powód odpusty, które w 1516 roku ustanowił papież Leon X. Pytany na temat odpustów, swoją opinię zawarł Luder w szeregu wygłoszonych kazań, w których stwierdzał, że papież ma uczciwe i szlachetne zamiary a niebezpieczne jest dla wiary błędne pojmowanie odpustów przez lud, wynikające z działalności kramarzy odpustowych, którzy m.in. twierdzili, że i św. Piotr, gdyby był teraz papieżem, nie mógłby światu ogłosić większych łask. 31 października 1517 roku, nie przeciwko samym odpustom, ale takim właśnie nadużyciom, ks. Luder ogłosił 95 tez, wzywając do dysputy nad nimi. Mało kto wie, że tego samego dnia Luder zgrecyzował swoje nazwisko na brzmiąco bardziej antycznie Luther (po polsku: Luter), co było popularnym zabiegiem wśród humanistów. Wtedy nie zamierzał oderwać się od kościoła katolickiego, pragnął jedynie powstrzymać szerzące się w nim naleciałości.

Na początku papież Leon X nie zwracał specjalnie uwagi na wystąpienie Lutra, widząc w nim tylko zatarg mnichów, ale gdy spór zaczął przybierać coraz ostrzejsze formy wezwał Lutra by stawił się w Rzymie i usprawiedliwił z czynionych mu zarzutów. Protektor Lutra, elektor saski Fryderyk III Mądry, bojąc się o życie profesora swojego uniwersytetu, zrobił wszystko, aby do przesłuchania doszło w Augsburgu. W 1518 roku Luter stanął przed obliczem legata papieskiego kardynała Kajetana, który zażądał od niego bezwarunkowego odwołania błędów (wypowiedzenia „Revoca” tj. „Odwołuję”), oświadczając, że w żadne dysputy wdawać się nie chce, co spotkało się z odmową ze strony Lutra. To okres, w którym wittenberski mnich dojrzewa do potrzeby wyzwolenia się z więzów powstałej przez wieki tradycji kościelnej. W 1518 roku jest on już całkowicie pewny, że „credo me esse salvum” („wiara moja jest moim zbawieniem”). Od 11 listopada 1517 do 24 stycznia 1519, w 18 listach do najbliższych współpracowników i przyjaciół określa się mianem „Eleutherius”, czyli „Wolny”.

W czerwcu i lipcu 1519 roku w Lipsku, w zorganizowanej przez legata papieskiego Jana Ecka dyspucie, uczestniczył między innymi również ks. Marcin Luter. Mnich, występujący dotąd tylko przeciwko nadużyciom odpustowym, doszedł do przekonania, że nie wystarczy zmiana pewnych aspektów życia kościelnego, ale że konieczna jest gruntowna, daleko idąca naprawa Kościoła. Czynnie go wspierającym w tych poglądach był niemiecki humanista Filip Melanchton, który dalsze swoje życie ściśle związał z reformacją. W trakcie dysputy Luter zaprzeczył twierdzeniu, że prymat papieża jest uzasadniony w Piśmie Świętym. Stwierdził, że sobory mogą się mylić a jedynym autorytetem w kwestii wiary jest Biblia. Takie stanowisko spowodowało, że Eck przerwał dysputę, pojechał do Rzymu i przywiózł stamtąd ostrzegawczą bullę papieską „Exsurge Domine” („Powstań Panie”) przeciwko Lutrowi (który początkowo wątpił, by była ona prawdziwa) i jego przyjaciołom. Papież Leon X wzywał w niej, by niepokorny mnich odwołał swoje stanowisko w ciągu 60 dni. Sam Marcin Luter spalił publicznie bullę wraz z kodeksem prawa kanonicznego 10 grudnia 1520 przed bramą Elsterską w Wittenberdze, zaś Leon X w odpowiedzi opublikował 3 stycznia 1521 bullę: "Decet Romanum Pontificem", ekskomunikującą księdza Lutra.