czwartek, 28 kwietnia 2016

Marcina Lutra droga do Boga…


Życie każdego z nas to indywidualna mieszanka codziennych decyzji i konsekwencji zdarzeń w oparciu o to, co postanowiliśmy. Opowiedzenie się za czarnym a nie białym, pójść w prawo a może lewo, pokonywanie rozmaitych kryzysów, zrozumienie „Ja chcę, żeby…” jest kwintesencją ludzkiej świadomości.

Jednym z przełomowych wydarzeń w życiu Marcina Lutra był wybór drogi kapłaństwa. Gdy 2 lipca 1505 wracał do Erfurtu, 7 kilometrów przed miastem, w Stotternheim, natrafił na burzową pogodę. Rok temu odwiedziłem to miejsce: rozległa dolina z kilkoma jeziorkami (jedno z nich nazywa się na jego cześć Luthersee, stanowi swoisty punkt spotkań dla okolicznych nudystów), brak jakiejkolwiek możliwości ucieczki, schronienia się. Martinus Luder powalony na ziemię podczas burzy wykrzyknął:  

„Pomóż, Św. Anno, chcę zostać mnichem!” (WA TR 4, 4707, 9-10) 
Ocalony, postanawia porzucić studia prawnicze i dwa tygodnie potem, 17 lipca, przekracza furtę (bramę) klasztoru augustianów w Erfurcie, co było ogromnym zaskoczeniem dla jego ojca Hansa widzącego w najstarszym synu prawnika, wspierającego rodzinny interes. Bez wątpienia decyzję tę poprzedzały wcześniejsze duchowe rozterki. Motywacje Lutra nie są dokładnie znane i istnieje wokół nich wiele spekulacji. Zapewne świadomość grzechu i obawa przez Sądem Ostatecznym (podsycana przez literaturę i sztukę religijną) miały niemały wpływ na jej podjęcie a życie zakonne oferowało w powszechnym mniemaniu możliwość osiągnięcia moralnej doskonałości i zapewnienia sobie łaski Bożej. Po latach, już jako reformator kościelny, ksiądz Luter tłumaczył wykrzyknięte podczas burzy zdanie nie jako desperackie oddanie się świętej Annie (według tradycji katolickiej matce Maryi a babce Jezusa Chrystusa, nigdzie nie występującej w Nowym Testamencie), lecz łasce Bożej (Hannah z hebrajskiego oznacza łaskę).

W tamtym czasie działało 17 zakonów męskich w Erfurcie. Dlaczego zakon augustianów? Tego ks. Luter nie wyjawił nigdy. Wiadomo, że panowała w nim najsurowsza reguła (2 posiłki dziennie w normalne dni, jeden w czasie postu, stałe modlitwy w trzygodzinnym takcie, również nocą, praca w klasztornym ogrodzie) i że każdy nowo przyjęty na okres próbny dostawał egzemplarz Biblii. Powiernikiem duchowym nowego zakonnika stał się Jan Staupitz. 3 kwietnia 1507 Marcin Luder odebrał święcenia kapłańskie z rąk biskupa Jana Bonnemilcha von Laasphe w kaplicy św. Kiliana erfurckiej katedry a pierwszą mszę (prymicję) odprawił 2 maja przy głównym ołtarzu kościoła augustianów (WA 41, 681, 11-13). 
Dla młodego kleryka było to ogromne przeżycie. Przystąpił do niej z wielkim lękiem, wynikającym ze świadomości stanięcia przed obliczem Boga i dopuścił się kilku uchybień liturgicznych. Gdy zaczął odmawiać modlitwę: "Te igitur, clementissime Pater" (Ciebie prosimy, najmiłościwszy Ojcze), opanował go tak potworny strach, że omal nie uciekł sprzed ołtarza. Powstrzymał go – jedni mówią, że przeor, inni – że magister nowicjatu. Na uroczystości pojawił się ojciec Hans z orszakiem znajomych. Po niej zapytał syna: 

„Wyście człowiek uczony i mądry, ale czyście nigdy nie czytali w Biblii, że trzeba czcić ojca i matkę? A wyście opuścili i mnie, i waszą drogą matkę, o których mieliście się troszczyć w ich starości!”, co miało jednoznacznie podkreślić ojcowskie rozczarowanie wyborem syna. 

W 1508 roku ks. Luder został przeniesiony do Wittenbergi, gdzie objął stanowisko wykładowcy filozofii moralnej na nowo założonym uniwersytecie i jednocześnie kontynuował studia teologiczne. To niewielkie dwutysięczne miasto zdawało się być niejako na krańcu cywilizacji. Wielką szansą na rozwój stanowił nowo utworzony (1502) uniwersytet. Do Wittenbergi zjechali liczni rzemieślnicy i artyści, w tym Łukasz Cranach z rodziną. Rozbudowa zamku i murów miejskich dodawała splendoru miejscowości, która miała w niedalekiej przyszłości rozkwitnąć intelektualnie. Codzienność Ludra nie ograniczała się do sal wykładowych i murów klasztornych. Przeciwnie, zakonnik utrzymywał przyjazne stosunki z Cranachami i innymi rajcami miejskimi, np. z Kacprem Crucigerem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz