piątek, 4 marca 2016

O trudności tłumaczenia

 
Zachować ducha litery i ducha epoki, czyli o trudności tłumaczenia

Świat jest dynamiczny, podlega nieustannym zmianom. Na przestrzeni czasu ciągle widać nowe i nie ma w tym nic złego. To oznaka rozwoju, postępu i braku stagnacji. Wraz z ulegającym zmianie klimatem kulturowym, obyczajowością ewoluują również języki poszczególnych narodów. Największa ich modyfikacja nie następuje w sferze składniowej, lecz słowotwórczej. Budowa zdań języków germańskich i słowiańskich nie uległa znaczącej metamorfozie od dwustu lat. Wraz z rozwojem techniki ludzkość potrzebowała coraz to nowych określeń na urządzenia, których czynności przechodziły do użytku codziennego w obrębie jednego pokolenia. Postęp naukowy reformował niejako stosunek cywilizacji do świata materialnego i niematerialnego, wpływając istotnie na klimat kulturalny danej epoki.

Od czasów Doktora Marcina Lutra minęło kilka epok. Nieporównywalnie więcej wiemy dziś o budowie ciała ludzkiego, przyczynach wielu chorób (część z nich jest dla nas ciągle wyzwaniem…). Potrafimy spojrzeć w głąb substancji na poziomie atomowym. Czy dla nas, żyjących na przełomie XX i XXI wieku słowa wypowiedziane przed pięcioma stuleciami mogą być jeszcze zrozumiałe?

Tak, wszystko jednak zależy od ich tłumaczenia. Słowa są jak dzieci – im więcej uwagi im się poświęca, tym chętniej odkrywają przed nami swoje znaczenie. Na skutek znaczących osiągnięć naukowo-technicznych w porównaniu z XVI wiekiem słowa utraciły swój pierwotny charakter, kontekst. Z biegiem lat wypierano je z mowy potocznej, która bogaciła się o neologizmy tworzone na potrzebę czasu. Tłumacząc myśli Lutra dosłownie pozbawiamy ich tego, co w nich najpiękniejsze – ducha epoki i wpadamy w pułapkę intelektualną, a mianowicie – nadajemy im nowe, zgodne z teraźniejszością – znaczenie, nierzadko zupełnie odmienne, od tego, co wyrażał Ojciec Reformacji. I tak, słowo „das Weib” było w XVI wieku synonimem do słowa „die Frau” (kobieta). Sporadycznie, niejako slangowo, miało znaczenie pejoratywne „baba”. Jak rozumiał je Doktor Luter, tego nie wiemy. Wiemy, że używał zamiennie obydwu słów na określenie przedstawicielek płci pięknej. Wiemy, że w epoce Renesansu panował zupełnie odmienny obraz kobiety w społeczeństwie niż dzisiaj. Zarzucając Lutrowi męski szowinizm tylko dlatego, że w swych tekstach używał „das Weib” czynimy mu krzywdę a sami stajemy się depozytariuszami prawdy, której de facto nie potrafimy zgłębić.

Podobnie jest z zarzutami o antysemityzm. Obraz Żyda w oczach Europejczyka uległ zmianie dopiero po okrucieństwach II wojny światowej. Wcześniej przedstawiciele wyznania mojżeszowego byli najczęściej oskarżani za ukrzyżowanie Jezusa z Nazaretu, będącego Synem Bożym dla chrześcijan. Nie wiemy, czy Luter nienawidził Żydów. Wiemy, że pod tym względem nie odstawał intelektualnie od przedstawicieli swojej epoki. Nie jest to jednak dowód dostateczny na jego antysemityzm, tak propagandowo wykorzystywany w czasach III Rzeszy.

W jednym ze swoich listów Luter pisze: „Germanis meis natum sum, quibus et serviam.“ (WA BR 2, 435, 34), co oznacza: „Urodziłem się dla moich Niemców, którym służę.” Nie można jednak odczytywać tych słów jako przejaw skrajnego nacjonalizmu. Reformatorowi, profesorowi Uniwersytetu w Wittenberdze nie chodzi o Niemców jako naród, którym w XVI wieku nie byli (Niemcy podzielone były wtedy na 350 feudalnych księstewek), tylko o część Ludu Bożego, któremu ma do obwieszczenia Ewangelię w przekładzie na język narodowy. Taki jest właśnie pierwotny kontekst frazy „Urodziłem się dla moich Niemców (…)”.

Szanowni Państwo, tłumaczenie tekstu nie jest rzeczą prostą, staje się bowiem zawsze przed wyborem zachowania ducha epoki albo ducha litery każdego wyrazu, każdego zdania. Im fragment starszy, tym trudniejszy do odczytania, tym większe prawdopodobieństwo nieuchwycenia pierwotnego znaczenia wyrazu celem zachowania jego zrozumiałości przez współczesnego Czytelnika.

Świadom odpowiedzialności tłumacz musi najpierw poznać dokładnie epokę, klimat intelektualny czasów, z których pochodzi fragment, by móc jak najpewniej znaleźć jego sens, nie tracąc czytelności. To ogromne wyzwanie, ale i frajda! Zwłaszcza dla pasjonaty potrafiącego docenić infinitezymalną różnicę słów bliskoznacznych.

Wybrane przeze mnie do książki cytaty Doktora Marcina Lutra tłumaczyłem właśnie w tym duchu, dlatego zachęcam Państwa do wsparcia mojego projektu na Jubileusz 500-lecia Reformacji w 2017 roku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz